12 listopada 2019

Jesienna pielęgnacja twarzy z Phlov by Anna Lewandowska.

Kilka dni temu zrobiłam na moim koncie instagramowym agatamanosa ankietę w której poprosiłam o opisanie oczekiwań skóry odnośnie jesiennej pielęgnacji. Odpowiedzi było mnóstwo, wszystkie przeczytałam i podsumowałam. Okazuje się, że każda z nas oczekuje od pielęgnacji podobnych efektów: nawilżenia, jędrności, gładkości. Chcemy, aby nasza cera była świetlista, zdrowa i zadbana. Wspólnie z marką Phlov by Anna Lewandowska przedstawimy nasze sprawdzone tipy na właśnie taką skórę! Od jakiegoś czasu testuję produkty marki, miałam okazję poznać je jeszcze przed oficjalną premierą i już wiem czego możesz się spodziewać kupując swoją buteleczkę.

Na blogu Phlov możesz znaleźć obszerny i bardzo ciekawy materiał o jesiennej pielęgnacji: Jesienna pielęgnacja - o co zadbać? Zawarte są w nim również informacje o kosmetykach Phlov dostosowanych do potrzeb skóry. Ja testuję trzy z nich: Symbiotyczną Piankę Oczyszczająca Absolute Pure(ness), Żel do mycia twarzy z technologią mikropiany Clean’em All (jest świetny! bardzo go lubię!) oraz Mikrozłuszczającą Esencję nocną Overnight Beauty Trick, która łączy w sobie zalety nawilżającego serum i złuszczającego toniku. Niedługo będę mogła podzielić się swoimi wrażeniami z testowania oraz ... sprawić Wam dużą niespodziankę!

Kosmetyki Anny Lewandowskiej są wegańskie, naturalne i cruelty-free, a wszystkie opakowania powstały z surowców nadających się do recyklingu. Phlov by Anna Lewandowska to produkty wielozadaniowe kompleksowo dbające o potrzeby skóry. Jakość, skuteczność i bezpieczeństwo używanych przez Phlov surowców potwierdzają badania kliniczne. Stay tuned dziewczyny, więcej niebawem!

Czytaj dalej...

Tydzień Zapachów: Le Couvent des Minimes, Tinharé.

Podróż do Grasse

O francuskiej marce Le Couvent des Minimes pisałam na blogu jakiś czas temu, przypominam ten wpis tutaj - dla tych z Was, które być może go przeoczyły. Te zapachy to zupełna nowość na polskim rynku. Rozkoszne francuskie ogrody zamknięte w szklanej butelce zawierające do 98 proc. składników pochodzenia naturalnego i w stu procentach będące wegańskimi. Marka nie jest nowa, ale w 2018 roku dostała nowe życie. Le Couvent des Minimes to Klasztor Minimitów – Braci Najmniejszych (wegan!)założony w 1614 roku na południu Francji, w Mane, w regionie Haute-Provence. W tej chwili znajduje się tam hotel i luksusowe spa (marzenie, aby tam się znaleźć!). Jak się domyślacie otoczenie klasztoru to bezkres pięknie pachnących roślin, które stały się inspiracją do stworzenia zapachów. Zabieram Was w podróż dookoła świata!

Linia Remarquable

To najnowsza linia Le Couvent des Minimes na którą składają się trzy nowe zapachy: Tinharé, Kythnos, Palmarola. Łącznie w linii znajdziesz osiem zapachów, które inspirowane są różnymi wyspami. Dzisiaj opowiem o Tinharé, które wybrałam dla siebie, ale... no właśnie czy naprawdę stworzyliśmy idealny duet? Tinharé to brazylijska wyspa, gdzie czas płynie wolniej, a zapach słodkich roślin niemal stoi w miejscu.

Tinharé

Słodycz soczystej czerwonej mandarynki ustępuje delikatnemu i kobiecemu, waniliowemu sercu. Zmysłowy i uzależniający, nieco ciężki. W pierwszej chwili sprawił, że oszalałam na jego punkcie i nie mogłam przestać o nim myśleć. Wyjątkowy, zagadkowy, nietuzinkowy, ciepły, przyciągający. Niestety po kilkakrotnej aplikacji na skórę nie miałam złudzeń - nie stworzymy w tej chwili związku. Podkreślam, że w tej chwili bo gusta zapachowe zmieniają się podobnie jak nasz organizm. Co się stało? Drzewna wanilia zaczęła mi ciążyć pomimo początkowej miłości. Jej duszność aktualnie jest dla mnie nie do przejścia, ale na skórze mojej przyjaciółki jest przepiękna! Sprawdzałam nadgarstki, śledziłam zmianę na ciele - najpierw odurzające ciepło, następnie minimalne znużenie i ospałość, na koniec ziołowy akcent. Ta wyjątkowa kompozycja została opracowana zgodnie z tradycjami francuskiej Haute Parfumerie, przy użyciu wyłącznie najlepszych cennych składników pierwotnych inspirowanych podróżami botanika Louisa Feuillée. Ja grzecznie zostanę chwilowo przy moich Porto Bello (link do recenzji), a do Tinharé wrócę za jakiś czas.

Tydzień Zapachów to siedem artykułów o kompozycjach, które szczególnie zapadły mi w...nos. Mogłaś poczytać już o:
- Etat Libre d'Orange, Spice Must Flow + 500 Years

Czytaj dalej...

11 listopada 2019

Tydzień Zapachów: Etat Libre d'Orange Spice Must Flow, 500 Years.

Hell yeahh! Kolejny Tydzień Zapachów przed nami! Chcę Ci opowiedzieć o tylu pięknych zapachach, o nowościach, wyjątkowych kompozycjach, które być może i mam nadzieję, że wprawią w zaskoczenie. Przygotowałam kilka recenzji i mam nadzieję, że będziecie przez ten tydzień ze mną! Przystanek numer jeden to Francja i marka Etat Libre d'Orange, która stworzyła ostatnio kilka nowych zapachów, a ja dzisiaj opowiem o dwóch.

Zwróć uwagę na flakony, do tej pory Etat Libre d'Oranger kreowało proste, minimalistyczne opakowania - wszystkie były takie same. Tym razem bryła pozostaje niezmieniona, a dodatkiem są piękne aplikacje. Spice Must Flow to hołd dla kultu kupiectwa. Z niego wyewoluowało to, co najpiękniejsze - wymiana między braćmi i siostrami. Przyprawy, jedwabie, mistycyzm, wspomnienie niezwykłych ludzi, którzy byli posłańcami. Taki właśnie ma być Spice Must Flow - posłańcem światła walczącym z ciemnością i ignorancją.

Kompozycja stworzona z przepysznych składników zapachowych, łączy w sobie mistyczne nuty kardamonu, imbiru, róży tureckiej i kadzidła. Ideał jesienny, zimowy, doskonale połączy się z ciepłym ciałem, rozgrzanym przez swetry, szaliki, golfy. Absolutnie przyjemny, otulający, z wyczuwalną pikanterią imbiru i kardamonu, lekką dusznością kadzidła i wytrawnością tureckiej róży. Gładko układa się na skórze, momentami wyczuwalna jest rześkość, która sprawia, że kompozycja nie jest przytłaczająca. Obydwie kompozycje są według mnie bardzo ciekawe, wyróżniają się zarówno flakonami jak i składnikami.

A co z 500 Years? Etat Libre d'Orange oddaje hołd ludzkości we wszystkich jej formach, o ile ta stara się wnosić swój wkład w Perspektywę - renesansową koncepcję trzech wymiarów w sztuce, która pozwoliła na stworzenie bardziej realistycznych i głębszych przekazów. Tę perspektywę można interpretować jako wykraczającą poza ramy obrazu.

500 Years podobnie jak Spice Must Flow opowiada historię. Pięćset lat temu kupcy skonfrontowali się z dwoma cenionymi zakonami: Czerwonym (kapłanami) i Czarnym (żołnierzami). Stworzyli trzecią ścieżkę, oczyszczoną z nakazów, do rozprzestrzeniania w świecie Sztuki i Perfum. Etat Libre d’Orange oddaje cześć synom i córkom Renesansu, oferując szlak sojuszu dla ich skóry. Pomyślmy o Lucyferze - z łaciny Lux (światło) i Ferre (trzymać) - niosącym światło, niczym Wenus, gdy pojawia się jako Gwiazda Zaranna. Pół tysiąclecia na własnej skórze, a na niej majestatyczne wspomnienie róży, moc przypraw i poczucie czegoś cennego. To historia ludzkości zamknięta w perfumach. W tej historii znajdziesz kardamon, różę turecką, szafran, kakao, oud, drzewo bursztynowe i bergamotę. 500 Years są cieplejsze, słodsze niż Spice Must Flow. Natomiast dokładnie tak samo gładko lgną do skóry i pozostają kilka milimetrów nad nią, otulone ciepłem.

Nie wybiorę jednego zapachu. Noszę je razem, łączę albo rozdzielam na nadgarstki. Jest jeszcze coś, trzeci element - zapach Experimentum Crucis, który mam nadzieję, że niebawem poznam. Tym razem do dyspozycji mamy tylko jedną pojemność - 100 ml i dostępność w niszowych perfumeriach. Uważam, że te zapachy są jednymi z ciekawszych premier tego roku. Podobnie jak również tegoroczna nowość marki - She Was An Anomaly (dostępna w Sephora) - "Te perfumy to wynik czegoś zupełnie nieoczekiwanego Bawiłam się z Carto (narzędzie sztucznej inteligencji) powierzając mu ukochane i znane materie. Carto zasugerował przedawkowanie dwóch składników, a ja zajęłam się resztą"- Daniela Andrier kreatorka perfum. Wzbudzające ciekawość, prawda?

Jeśli będziecie miały/mieli możliwość poznajcie nowe zapachy Etat Libre d'Orange i dajcie znać, co o nich myślicie! Jestem bardzo ciekawa!

Czytaj dalej...

6 listopada 2019

Chanel Rouge Allure Ink Fusion.

Lekkie jak piórko, komfortowe, w nasyconych kolorach i długotrwałe - brzmi jak ideał pomadki? Przed Tobą udoskonalone szminki od Chanel, Rouge Allure Ink Fusion!

Matowe pomadki Rouge Allure Ink Fusion, które marka Chanel po raz pierwszy wprowadziła do sprzedaży w 2016 roku, miały przypominać atrament. Zostawiać na ustach trwały ślad, podkreślać kolor, a także zapewniać głębię koloru. W założeniu, które oczywiście się sprawdziło - nie wysuszać warg i być trwałe. Najnowsza linia, która dosłownie chwilę temu miała premierę otrzymujemy udoskonaloną formułę i dopracowaną paletę kolorów.

Myśląc o matowych pomadkach możesz mieć przed oczami wysuszające formuły, które zamieniają się w mało estetyczną skorupkę. W przypadku tych pomadek nie ma takiej możliwości, są na tyle kremowe, że pięknie stapiają się z ustami. Szminki posiadają także nowy aplikator – delikatnie wygięty i zakończony ostrzejszym niż w poprzedniej wersji noskiem. Zapewnia dzięki bardziej precyzyjną aplikację i równomierne krycie kolorów, aplikacja staje się ultra łatwa i przyjemna. A kolory? Jest ich aż dwanaście, począwszy od delikatnych, poprzez neutralne, a kończąc na najbardziej odważnych i w tych odważnych umieszczam fiolet w którym się zakochałam!

Co w składzie? Niezwykle delikatna, topniejąca i gładko rozprowadzająca się konsystencja, którą pomadka zawdzięcza wodoodpornej formule skomponowanej z naturalnych składników, lotnych rozpuszczalników (efekt drugiej skóry), nielotnych olejków (komfort), intensywnie skoncentrowanych drobnych pigmentów (nasycone kolory), polimerów (optymalna trwałość) oraz mikrokuleczek krzemionki (matowe wykończenie). Jeśli marzycie o szmince, która będzie z Wami przez długie godziny to Rouge Allure Ink Fusion jest zdecydowanie dobrym pomysłem.

Aktualnie w perfumeriach znajdziecie gamę 12 matowych odcieni Rouge Allure Ink Fusion oraz 12 odcieni Rouge Allure Ink, tutaj są zarówno pomadki o wykończeniu matowym jak i metalicznym. Na zdjęciach poniżej możesz zobaczyć mnie w dwóch wersjach, wybrałam fiolet Rouge Allure Ink, 212 Metallic Purple i uważam, że jest przepiękny i jedyny w swoim rodzaju! Z Rouge Allure Ink Fusion natomiast 804 Mauve Nude, dla mnie to drzewko różane z kropelką beżu - świetnie sprawdzi się w codziennym makijażu, wygląda przepięknie na ustach!

W której wersji bardziej Ci się podobam? Klasycznie i nude czy bardziej odważnie w fioletach? Daj znać!

Czytaj dalej...

AMNMAG 10/19

Robi mi się słabo, gdy widzę dookoła jesienne gadżety: białe dynie, cały arsenał świec, poduszki o splocie grubości mojego uda i zachwyt nad jesienią. Wstaję rano, na dworze jest zimno, mokro, nieprzyjemnie, brudno i ciemno. Znajdźmy pięć różnic! Kocham jesień, ale tylko ciepłą, kolorową i pachnącą dymnie. Uwielbiam zmianę zapachów - z letnich i lekkich przechodzę na cięższe, aromatyczne, czasami kadzidlane. Częściej sięgam po brązowe cienie do powiek i czerwone pomadki do ust. W końcu mogę chodzić w grubaśnych rajstopach! No i najważniejsze - zaczyna się odliczanie do Mikołajek i świąt. Już jestem w trybie tworzenia kalendarza adwentowego dla dziewczynek. Uwielbiam ten okres w roku. Zobacz na okładkę! Na niej Marta stworzyła piękną, aromatyczną, kolorową jesień - w tym miesiącu jest nią Lena. Ja dołożyłam odrobinę makijażu - rozświetloną, bardzo naturalną skórę, wyczesane brwi i oranżowe usta.

- Agata Herbut


Czytaj dalej...