14 stycznia 2019

Beauty Event: Chanel Chance Eau Tendre 2019.

O nowym zapachu z rodziny Chance w sieci słyszało się od jakiegoś czasu, jednak żadna z informacji nie była pewna i potwierdzona. Niektórzy spodziewali się zupełnie nowego zapachu, a życie w takiej niepewności jest dość ciężkie. Kilka dni temu w końcu nadszedł ten moment i podczas eventu marki Chanel została zaprezentowana najnowsza odsłona zapachu szczęścia.

Nowością tego sezonu jest intensywniejsza, bardziej trwała odsłona Chanel Chance Eau Tendre. Historia tej linii zapachowej sięga 2002 roku, wtedy mogłyśmy poznać Chance. Później do rodziny dołączyły: Chance Eau Fraiche, Chance Eau Tendre i Chance Eau Vive, a każda z kompozycji jest bardzo radosna i buzująca szczęściem!


Jaka jest Chanel Chance Eau Tendre? Kwiatowa, owocowa, ciepła i soczysta! W jej wnętrzu znajdziesz akordy grejpfruta i pigwy, jaśmin i różę oraz kremowe i otulające białe piżmo. To piżmo właśnie jest odpowiedzialne za element ciepła w kompozycji. Chance Eau Tendre to według mnie najbardziej słodka siostra z całej rodziny. Grejfrut, absolut jaśminu, pigwa, owoce, hiacynt, ambra, irys, drzewo cedrowe, białe piżmo - wszystko to składa się na kompozycję lekką, pełną czułości, zmysłową. Moje skojarzenia? Dotyk, nieśmiały jak przy pierwszych miłosnych spotkaniach. Powodujący szybsze bicie serca, poczucie bezpieczeństwa i ... niewiadomą. Zapach może na pierwszą randkę? (Ja już nie doświadczę takiej sytuacji chociaż mówią, żeby nigdy nie mówić nigdy!) Właściwie to nie powinnam naprowadzać Cię na jaką okazję jest ten zapach - uznajmy więc, że może być na każdą, a Ty po prostu musisz go poznać, o ile oczywiście jeszcze nie znasz.


Na premierze zapachu, w warszawskiej Galerii Mokotów (tutaj post o butiku: Chanel Fragrance & Beauty: Pierwszy butik Chanel w Polsce!) obecny był Herve Barthelemy, ekspert ds. zapachów Chanel, który opowiadał nam o kompozycjach Chance. Obecna byłam także ja ;).

Znasz rodzinę Chanel Chance? Masz swoją ulubioną wersję?

Czytaj dalej...

13 stycznia 2019

Tom Ford Lost Cherry.

Zdecydowanie przyznaję, że od zapachów Toma Forda jestem uzależniona, ale jest to bardzo przyjemne uzależnienie! Z utęsknieniem czekam na każdą nowość, gdy już się pojawi - ląduje na moim fordowym ołtarzyku. Lost Cherry to moja aktualna miłość. Zajmuje pierwsze miejsce na wyżej wspomnianym ołtarzyku.

Przepiękny, nieco ognisty flakon w idealnym kolorze wiśni - takiej wyjętej z syropu. Dla mnie to nic innego jak wyniesienie na zupełnie inny poziom minimalizmu. Totalnie uwodzicielskie, orientalne i przepełnione kontrastami. Zapach otwiera egzotyczny owoc czarnej wiśni, jej dojrzały miąższ ociekający wiśniowym likierem z dodatkiem gorzkich migdałów. Następnie do głosu dochodzi turecka róża oraz jaśmin wielkolistny, które w duecie nadają kompozycji głębi. Punkt kulminacyjny Lost Cherry to przepyszne połączenie balsamu peruwiańskiego, fasoli tonka, drewna sandałowego, wetywerii i cedru - bardzo apetyczne i ociekające sensualnością.

Czytaj dalej...

10 stycznia 2019

Jak pielęgnować skórę zimą? 8 kosmetyków, które zrobią to za Ciebie!

Akurat dzisiaj, gdy moja skóra po porannych sankach z dziećmi wygląda nieciekawie, a czuje się jeszcze gorzej ten wpis będzie idealny. Oczywiście zapomniałam rano użyć kremu więc wyszłam totalnie saute, a moje czerwone i piekące policzki są tego pokłosiem. Co robić żeby zapobiec takim przygodom? Odżywiać, nic więcej albo aż tyle. W mojej kosmetyczce znalazłam kilka kosmetyków, które polecam jako prewencję, ale także jako ratunek dla już podrażnionej skóry.

Zacznę od oczyszczania. Znalazłam dość delikatną pastę, z naturalnym składem, polskiej marki IOSSI. O wersji ryżowej wspominałam na blogu kilka razy, teraz pora na węglową (Węgiel.Oczyszczająca pasta do mycia twarzy). Jest przeznaczona do każdego typu skóry, delikatnie oczyszcza i zostawia fantastyczne poczucie świeżości i gładkości. Używam jej raz, dwa w tygodniu - myślę, że przy mojej suchej cerze to wystarczająca częstotliwość. Jest bardzo wydajna i stała się już moim ulubieńcem. O usta możesz dbać za pomocą miodu, oliwy, ale ja mam od jakiegoś czasu peeling amerykańskiej marki Glamglow i niczego więcej nie potrzebuję. Poutmud Fizzy Lip to produkt złuszczający, ale także nawilżający. Zimą, gdy moje usta są często spierzchnięte, pomaga im znakomicie. Masaż warg z dodatkiem tego peelingu świetnie odświeża, odżywia i nawilża usta. Używam go raz w tygodniu lub w zależności od potrzeb. Zostając w temacie ust, używam nigdy nie kończącego się balsamu do ust Chanel. Minimalistyczne opakowanie skrywa w sobie dobrze natłuszczający i regenerujący specyfik, który dobrze radzi sobie z nadgryzionymi skórkami oraz przesuszeniami, które powodują krwawe ranki. Hydra Beauty Nutrition działa natychmiastowo i to jego ogromna zaleta. Duża pojemność sprawia, że jest bardzo wydajny.

Czytaj dalej...

AMNMAG 12/18.

Początek stycznia to czas podsumowań, wszyscy się tego spodziewamy i oczekujemy. Ja podsumowanie blogowe zostawię sobie na okoliczność dziewiątych urodzin Agaty Ma Nosa, które zbliżają się nieuchronnie. Nowy Rok to czas postanowień, bez dwóch zdań. Mimo, że upierałam się nie robić żadnych i tak zrobiłam. Przede wszystkim chciałabym więcej pracować. Szczerze! To daje mi mnóstwo radości i wiem, że totalnie mnie rozwija. Obiecałam sobie, że będę bardziej sumienna i poukładana, rozplanuję sobie pracę, dom, czas z dziećmi, czas z chłopakiem i rodziną. Dzisiaj jest 9 stycznia i jest pierwszym dniem mojego Nowego Roku, od dzisiaj wprowadzam w życie zmiany, które pozwolą mi jeszcze bardziej, pełniej korzystać z czasu. Rano praca, po południu sanki, śniegowe bałwany i dzieciaki. Trzymajcie kciuki za moje postanowienia, jest ich mało więc może uda mi się do nich przyzwyczaić i nie będą żadnymi drogowskazami, a codziennością?

- Agata Herbut


Czytaj dalej...

6 stycznia 2019

Beauty Hero 2018.

Za nami najlepsza pielęgnacja, makijaż oraz zapachy minionego roku. Ale to nie wszystko! Postanowiłam stworzyć kategorię osób, które uważam za świetne w swoim fachu oraz miejsc wartych uwagi. Zacznę od włosów i stylistów. Agata i Grzegorz zasługuję na miano najlepszych ogarniaczy mojej grzywki i włosów. Są naprawdę nielicznymi, którzy byli i są w stanie ją prosto ostrzyc. Na przestrzeni nastu lat, odkąd mam grzywkę (a może nawet dziestu!) mogłabym na palcach policzyć ludzi potrafiących zrobić ją równą. I Agacie i Grzegorzowi ufam w tej kwestii - tym bardziej, że do nich właśnie chodzi moja przyjaciółka, która ma taką samą grzywkę jak ja albo ja mam taką samą jak ona. W zestawieniu pojawił się Irek. Zrobił mi taki kolor na włosach, że wow! Byłam zachwycona i uważam, że była to jedna z najlepszych koloryzacji w moim prawie starym życiu.
Czytaj dalej...