13 lutego 2020

Miejsca: Sycylia. Katania i Syrakuzy w styczniu.

Plan na Sycylię był taki, że codziennie będziemy jadły śniadania i opychały się lodami w Noto w Cafe Sicilia. Tydzień przed naszym wylotem na stronie internetowej kawiarni pojawiło się ogłoszenie, że miejscówka będzie zamknięta przez kolejne dwa miesiące. Nie będę ukrywała. Mi i mojej przyjaciółce Oldze z którą przyleciałam do Włoch zrobiło się smutno. Spełnienie marzenia o zjedzeniu najlepszych lodów na Sycylii runęło, ale w zamian poznałyśmy i zobaczyłyśmy mnóstwo innych smaków i obrazów!


Od początku, do Katanii poleciałyśmy z Warszawy wizzairem, po wylądowaniu wskoczyłyśmy do autobusu (przystanek obok lotniska, odjazdy co godzina) do Syrakuz i po godzinie byłyśmy na miejscu. Znalazłyśmy bardzo fajne i duże mieszkanie w centrum Starego Miasta, co prawda nie wpadłyśmy na to, że Włosi zazwyczaj nie korzystają z ogrzewania, ale na szczęście miałyśmy do dyspozycji nawiew z klimatyzacji i farelkę. W efekcie spałyśmy w jednym pokoju, w jednym łóżku, pod 2 kołdrami, drugi pokój był niewykorzystany. W ciągu dnia temperatura dochodziła do 15-17 stopni, wieczorami natomiast robiło się chłodno.


Zostawiłyśmy bagaże i poszłyśmy coś zjeść, nasz wybór to pyszne kanapki i solidny Aperol w Irma la Dolce(Via Dei Mergulensi 39). Słońce, pyszne jedzenie i bardzo miła obsługa, a przede wszystkim cisza i widoki. Spacer, rozpakowanie się i morze! Za tym widokiem tęskniłam najbardziej! Syrakuzy spodobały nam się bardzo, aczkolwiek osobom preferującym luksus w kurortach mogłyby przeszkadzać śmieci, brudne koty i nieco zaniedbana przestrzeń. My traktowałyśmy to jako element krajobrazu miasta, wyspy i nie wzbudzało to w nas żadnych negatywnych emocji.

W ramach kolacji (jakoś tak wyszło, że podczas naszych wyjazdów jemy jedną fancy kolację w jakimś polecanym miejscu), wybrałyśmy Sicilia in Tavola na Starym Mieście (link). Przeczytałyśmy dużo recenzji, byłyśmy nastawione bardzo pozytywnie, ale niestety nie był to wybór życia. Pasta ok (pamiętajcie, że ja oceniam opcje wege, nie jem ani mięsa ani ryb!), przystawka ok, obsługa bardzo naburmuszona, ceny znajome z Warszawy. Całość naszej przygody uratowana przez przepyszne Cannolo di Ricotta - nieziemski smak! W drodze powrotnej wstąpiłyśmy po zaopatrzenie winne do sklepu, który miałyśmy w kamienicy obok naszego mieszkania. Pokochałam na nowo Lambrusco!

Kolejny dzień miał zacząć się wyprawą do Noto, ale okazało się, że w tym dniu nie kursują ani pociągi ani autobusy (kto by tam wcześniej to sprawdzał!:)) więc postanowiłyśmy zwiedzać, poznawać i zaglądać w małe, włoskie uliczki w Syrakuzach. Trafiłyśmy na mały targ, gdzie kupiłyśmy pomarańcze, w kawiarni obok przekąskę oraz ponownie Lambrusco. W okolicy katedry zjadłyśmy pyszne lody, przespacerowałyśmy się nad morze, a związku z faktem iż dzień był mega słoneczny - spędziłyśmy tam kilka godzin. Późny obiad to Scuola Alimentare (link). Restauracja i winiarnia, która znajdowała się dosłownie pod naszym mieszkaniem. Rodzinna atmosfera, przyjemna knajpka mająca na wyposażeniu psa i kota :) Moja pasta aglio olio e pepeoncino była bardzo dobra, podobnie jak kawał parmezanu oraz zimne piwo. Olga mówiła, że jej owoce morza też były dobre! Wieczorne zwiedzanie to znowu morze i ruiny zamku, a także błądzenie pośród wyjątkowych, włoskich uliczek.


Trzeci dzień był naszym ostatnim przed wyjazdem do Katanii. Dostałyśmy cynk, aby wpaść na targ (Via Emanuele de Benedictis 6) i odnaleźć starszego pana robiącego kanapki. Caseificio Borderi, zapamiętajcie koniecznie i zapiszcie! Starszy pan robi kanapki na dużej ladzie z najświeższych produktów, jakie możesz sobie wyobrazić! Wyrabiana przez jego i jego syna mozarella, a do tego szynka, warzywa, zioła, mieszanki przypraw oraz sery! Dla mnie zrobił wersję wegetariańską, dla Olgi szynkową - nie wybierałyśmy, co chcemy mieć wewnątrz kanapki, zrobił to za nas. W między czasie i on i jego syn znaleźli czas na rozmowę z nami, przytulanie, udawane całuski, żarty i zdjęcia. Przysięgam, że spotkanie na swojej drodze tak życzliwych ludzi jest naprawdę wyjątkowe i pozostaje w pamięci na lata! Mogłabym spędzić z nimi długie godziny! Myślę, że miałyśmy możliwość poznać kwintesencję włoskiego, ulicznego jedzenia. Od siebie dodam, że żadna restauracja w której byłyśmy podczas tego wyjazdu nie może równać się atmosferą z Caseificio Borderi.



Targ, który odwiedziłyśmy w niedzielę różnił się od tego poniedziałkowego. W tygodniu był przepełniony i było na nim o wiele więcej stoisk z warzywami, owocami, przyprawami. Pan u którego w niedzielę kupiłyśmy oliwki i pistacje, dzień póżniej witał nas z daleka i nazywał amici.

Następny przystanek to Katania, dojechałyśmy do autobusem w godzinę. Nasz hotel nie jest wart wspominania więc odpuszczę sobie podlinkowywanie. Zostawiłyśmy bagaże i poszłyśmy do Giardino Bellini, najstarszego parku Katanii, położonego w samym jej centrum (mieszkałyśmy dokładnie na tej ulicy, Via Etnea. W styczniu park był jeszcze nieco ospały, ale niezależnie od pory roku warto zobaczyć przeogromne, rozłożyste drzewa mające setki lat. Pokonałyśmy jakieś 15 km pieszo, pozaglądałyśmy w również nieco szemrane zakamarki (przyznaję, że trochę się bałam!), zjadłyśmy cannolo i lody, wypiłyśmy kawę na Piazza Duomo, kupiłyśmy souveniry dla rodziny. Nie mogę ocenić Katanii jako miasta bo byłyśmy tutaj zbyt krótko, nie udało nam się zobaczyć Etny ani osławionego targu rybnego. Zjadłyśmy natomiast całkiem dobrą pizzę w Al Vicolo Pizza&vino(link), wszystkie inne pizzerie do których chciałyśmy pójść były w poniedziałek zamknięte. Nie ma innego wyjścia, musimy jeszcze wrócić!

Relację z wyjazdu możesz obejrzeć na moim Instagramie @agatamanosa w wyróżnionych relacjach Sicilia vol.1 ! Część zdjęć, które oglądasz w poście, została zrobiona analogowo przez Olgę (@tuzola).


Do zobaczenia niebawem Sycylio!

Czytaj dalej...

0 komentarze:

Publikowanie komentarza