9 kwietnia 2019

O hejcie, dziewczynach i wsparciu.

Po pierwsze, bardzo bym chciała, aby #girlpower oraz #girlssupportgirls przestały być nic nie znaczącymi sloganami obecnymi na bluzach, naklejkach i kubkach. Byłoby całkiem świetnie, gdybyśmy przeniosły je do realnego świata i rozejrzały się dookoła i znalazły dziewczyny, które potrzebują naszego wsparcia. Nie na chwilę, ale codziennie. Nie w zorganizowanej akcji na cały świat (choć to też ważne), ale na swoim podwórku - w autobusie, tramwaju, w sklepie, na basenie. Wszędzie tam, gdzie dziewczynom dzieje się krzywda, są obrażane, tłamszone, przestraszone. To nie jest post w stylu: jestem feministką (jestem!) i mówię Ci, że masz prać wszystkich kolesi. Masz reagować na krzywdę i potencjalne niebezpieczeństwo. Wybiegać w przyszłość, analizować, myśleć. Reagować, gdy widzisz jak pod szkołą koleżanki wyśmiewają, popychają i zaszczuwają słabszych.

W ósmej klasie szkoły podstawowej zaczęłam się buntować, nosiłam glany, plecak kostkę, na spodniach i swetrach miałam naszywki niszcz rasizm, one race- human race, wszyscy są równi. Nie do końca podobało się to moim koleżankom z klasy, dwie z nich wpadły na pomysł, że zrobią mi na złość i zrobiły naszywki niszcz agatę h. Miałam wtedy jakieś 13 lat i uwierzcie mi musiało mnie to zaboleć skoro pamiętam o tym do tej pory. Gdybym była nauczycielką i zobaczyła takie zdarzenie w klasie/szkole - rozpętałabym wojnę. Rodzice, dyrekcja, nauczyciele, kuratorium. Moim nauczyciele nie zrobili nic.

Mój pierwszy wywiad dla nieistniejącego już portalu snobka. Przez tydzień po jego publikacji nie mogłam uwierzyć, że komuś może przeszkadzać coś w osobie, której nie zna, nie ogląda, nie słucha. Bardzo przeżyłam każdy nieprzychylny komentarz. Wróć. To nie były nieprzychylne komentarze, to był hejt wymierzony we mnie, w mojego partnera, w moją rodzinę.

Minęło kilka lat, zdarzały się sytuacje, że ktoś z głębi swojego serca i w wyrazie troski ostrzegał mnie przed moją fryzurą, sposobem życia, światopoglądem. Nauczyłam się tym nie przejmować i mieć twardą skórę - te komentarze częściej mnie śmieszyły niż sprawiały krzywdę.

Kilka dni temu ukazał się artykuł w którym ja i moja koleżanka Marysia opowiadamy o kosmetykach, o tym czego używamy, co polecamy. I ja i Marysia zajmujemy się tematami beauty od lat, to nasze życie, nasza codzienność. Przysięgam, że nie pomyślałabym, że tak neutralny artykuł może spowodować lawinę negatywnych komentarzy. Od makijażu, fryzury, posługiwania się angielskimi słowami, a kończąc na naszym braku wiedzy i umiejętności. Przeczytałam kilkanaście komentarzy i doznałam szoku. Kilka z nich było dobrymi radami, "z całą sympatią", część totalnie jechało po bandzie i mieszało mnie z błotem. Tak jak wspominałam wcześniej, środowisko w którym mam przyjemność pracować i obracać się, nauczyło mnie obojętności na takie zdarzenia. Pomyślałam jednak, że taka obojętność jest rzadkością. Większość z Was jej nie ma, a zdarza się, że doznałyście hejtu już w młodości, a ciągnie się to za Wami latami.

Jest jedno wyjście z tej sytuacji. Każda z nas musi reagować na takie zdarzenia! Ja dostałam od Was mega wsparcie, ale co z dziewczynami, które nie prowadzą bloga i nie są medialne? Naszym zadaniem jest zatroszczyć się o nie! Lata temu obiecałam sobie, że będę reagować zawsze, gdy będę świadkiem takiego zdarzenia i robię to. Obserwuję, analizuję, jestem maksymalnie czujna, reaguję i jestem w stanie wziąć w obronę. Szczególnie upodobałam sobie szkołę i jej okolice oraz dzieciaki, które są zwyczajnymi dupkami i mają zadatki na znęcanie się nad innymi, w ich wyobrażeniu słabszymi. Bardzo chciałabym, abyście odebrały ten post jako wezwanie do działania i do zwracania uwagi na to, co się dzieje dookoła. Angażując się, możecie mieć wpływ na życie innej kobiety. Podobnie jak hejt wymierzony w konkretną osobę może ciągnąć się latami i pustoszyć życie. Wiecie, często to są małe zdarzenia, które wbijają się w głowę i w niej tkwią. Nazywanie grubaską, pryszczatą, brzydulą, wyśmiewanie innego stylu ubierania czy poglądów może wydawać się błahe, ale na pewno z własnych doświadczeń wiecie, że takie nie jest! Jeśli macie dzieci - rozmawiajcie z nimi o tym, że każdy z nas jest inny i jest to najfajniejsze, co mamy. Wolność jest przywilejem.

W tej sytuacji zaniepokoiło mnie coś jeszcze. Jak się okazuje, moja grzywka jest bardzo kontrowersyjna, a jest to tylko grzywka. Pomyślcie o osobach o innej orientacji seksualnej, z dysfunkcjami, niepełnosprawnymi, ubogimi, borykającymi się z depresją, chorobami. Zdajecie sobie sprawę, że oni i one są ofiarami hejtu prawie codziennego? Wytykanie palcami w małych miasteczkach i na wioskach też zostawia po sobie ślady. Musimy mieć tego świadomość, że nie możemy dawać sobie prawa do krzywdzenia innych osób nawet jeśli nam się wydaje, że robimy to from the bottom of my heart.

rysunek: Tyler Feder
Czytaj dalej...

0 komentarze:

Prześlij komentarz