29 maja 2020

Ultra delikatna pielęgnacja? Sensum Mare i nowa linia Algopure.

Znacie moje zamiłowanie do pielęgnacji i do pięknej skóry. Wiecie, że od zawsze uważam, że podstawą świetnego makijażu jest dobra pielęgnacja i kondycja skóry. Staram się jak najczęściej przypominać o demakijażu, delikatnym złuszczaniu i porządnym nawilżaniu. O marce Sensum Mare opowiadałam wiele razy, seria Algorich, której jestem ogromną fanką pojawiała się conajmniej kilka razy w ulubieńcach miesiąca. Przy okazji, podrzucę link do wpisu o Algorich: Sucha skóra to pokocha! Sensum Mare, linia Algorich.




 Tym razem chciałam pokazać dwie nowości należące do linii Algopure, stanowiącej podstawę pielęgnacji i oczyszczania. Zacznę od Delikatnego żelu do mycia twarzy (49 zł), który jest naprawdę wyjątkowo delikatny! Jego rola w codziennej rutynie jest przesądzona: ma skutecznie oczyszcza skórę twarzy bez efektu ściągnięcia, domywać makijaż, a także przygotowywać skórę do kolejnych etapów pielęgnacyjnych. Co więcej, nie powoduje efektu ściągnięcia i działa kojąco, uspokaja skórę. Używam go od kilku tygodni i uważam, że jest wart uwagi. W składzie znajdziemy między innymi kompleks alg, a także delikatne składniki myjące. 



 Drugą nowością jest Delikatny peeling – maska enzymatyczna o działaniu oczyszczającym i wygładzającym (79 zł). Muszę zaznaczyć, że jako fanka peelingów i masek w tej kwestii  jestem bardzo twardą zawodniczką i recenzentką. Co w środku tuby? Enzymy z papai, mango i żurawiny, kompleks pięciu alg morskich. Enzymy delikatnie i skutecznie usuwają komórki naskórka pozostawiając skórę oczyszczoną i wygładzoną. Produkt podobnie jak żel do mycia twarzy, jest bardzo delikatny i przyjemny w aplikacji. Ma świetną konsystencję, coś na kształt musu! Jak używać? Musisz rozprowadź równomiernie grubą warstwę peelingu na twarzy, dekolcie i szyi omijając okolice oczu i ust. Pozostawić na 10-15 minut (nie masując!), a następnie zmyć wodą. Można go używać 2-3 razy w tygodniu, mojej cerze wystarczy jeden raz - jest bardzo zadowolona!

 

Po maseczce czy żelu fajnie jest użyć silnie nawilżającego kremu do twarzy, jeśli nie znacie kremów Sensum Mare to ja polecam zdecydowanie Algorich. Ma bogatą konsystencję, świetnie odżywia i nawilża, w duecie z kremem pod oczy robi naprawdę dobrze skórze! Ja zużyłam już dwa opakowania kremu. Muszę dodać, że marka Sensum Mare jest polską marką, a nowości, które stworzyła opakowała w eko tuby, które wykonane w 96% z biomasy uzyskiwanej z trzciny cukrowej.
 

Miałaś okazję poznać markę Sensum Mare? Jaka jest Twoja opinia? Daj znać!
Czytaj dalej...

25 maja 2020

NeoNail Zawsze Bądź Sobą - zestawy mini lakierów hybrydowych.

"Agata, który lakier wybrać na początek swojej przygody z hybrydą?"- to pytanie pojawiało się wiele, wiele razy w wiadomościach prywatnych. Odpowiadałam zgodnie z sumieniem: dużo brokatu i błysku, ale szczerze miałam nadzieję, że NeoNail w końcu stworzy mniejsze pojemności lakierów hybrydowych. I nareszcie je mamy! Zestawy są wyjątkowe, bo stworzone przez Klientki. To właśnie #NeoNailGirls, razem z marką stworzyły limitowane zestawy Zawsze Bądź Sobą. Do wyboru mamy pięć zestawów w różnych wersjach kolorystycznych: silna, twarda, delikatna, kolorowa, wyrazista, a każdy z nich nawiązuje do kampanii NeoNail o której opowiadałam w poprzednim wpisie.

Każdy zestaw to 5 lakierów hybrydowych o pojemności 3 ml każdy, a o ich kolorach tak jak wspominałam zdecydowały fanki marki. Dla siebie wybrałam dwa zestawy,  nie potrafiłam zdecydować się na jeden! Pierwszy z nich to Kolorowa w którym znajduje się: Aloha Mood – ciekawy koral o intensywnym odcieniu z domieszką różu, Summer Hero – żywy i pełen energii pomarańczowy, Sunshine Princess – energetyczny żółty, Wild Heart – mocna fuksja, a także Cool Breeze – ciekawy niebieski. Drugi natomiast to Silna z przepięknym neonem Fight for It (tak naprawdę to on mnie skusił najbardziej!),Thailand Beauty - wibrująca fuksja, Never Give Up - mocny fiolet i nieco bardziej stonowana szarość Calm Wind oraz pastelowy róż Be Yourself. Wszystkie zestawy możesz obejrzeć tutaj: limitowane zestawy Bądź Sobą.


Zestaw pięciu lakierów kosztuje 89 zł, możesz wybrać spośród pięciu wersji. Ja zdecydowałam się na stworzenie manicure z wzorkami (a jak!) oraz odrobiną srebra. Przygotowuję dla Was wpis o tym jak ozdabiam swoje paznokcie oraz gadżetach, które mi to ułatwiają - pojawi się niebawem! Mam nadzieję, że mój manicure spodoba Ci się i zainspirujesz się nim! W stylizacji wykorzystałam bazę Cover Base Protein, a także lakiery w odcieniach: żółty Sunshine Princess, fuksję Wild Heart, a także jasny niebieski, którym zrobiłam kropeczki Gentle Breeze.

Jeśli masz ochotę obejrzeć więcej moich manicure zapraszam na Instagram, w wyróżnionej zakładce Nails czeka na Ciebie mnóstwo inspiracji! 



Czytaj dalej...

23 maja 2020

Soraya Plante do pielęgnacji ciała, wpisujcie na listę must have!



Pamiętacię linię Soraya Plante przeznaczoną do pielęgnacji twarzy? Tym razem jest jeszcze lepiej, pora na ciało! Uwierzcie mi, że peelingi, balsamy i kremy do ciała, balsamy do ust, które stanowią rozszerzenie linii Plante są rewelacyjne! Przetestowałam wszystkie kosmetyki, a w związku z tym, że jestem uzależniona od scrubów do ciała, a także kocham dobre nawilżenie, jestem bardzo surowa w swoich ocenach. Nie będę przedłużać, chcę już o nich opowiedzieć! 




 Przede wszystkim chciałabym przypomnieć kilka informacji o Soraya Plante. Wenątrz opakowań znajdziesz formuły zawierające w 99% składniki pochodzenia naturalnego. Kosmetyki zawiera również naturalne ekstrakty, nie zawieraja natomiast parabenów, silikonów, sztucznych barwników, SLS. Wszystkie są vegan and animal friendly, co oznacza, że nie są testowane na zwierzętach i nie zawierają składników odzwierzęcych. Zwróć uwagę na skład INCI! Bardzo podoba mi się szata graficzna! Kosmetyki są na każdą kieszeń (na wyłączność w Rossmann) i przyznaję szczerze, że znam przypadki iż przyjazna cena często powoduje, że mamy na łazienkowej półce coś na co nie możemy patrzeć. Tutaj jest inaczej! Oprócz świetnej zawartości, opakowania trzymają fason. Naturalne, roślinne ekstrakty, piękne, przyjemne zapachy to tylko kilka zalet.




 Zacznę od moich must have! Po pierwsze, Naturalnie złuszczający scrub do ciała o bardzo delikatnym, lekko słodkim zapachu, który potrafi nieco rozleniwić. Peeling cukrowy z olejem krokoszowym delikatnie złuszczający naskórek, o przyjemnej konsystencji. Nie pozostawia tłustej warstwy, a raczej odczuwalne nawilżenie. Łatwo się spłukuje, drobinki cukru rozpuszczają się na skórze i doskonale złuszczają naskórek. Skóra całego ciała jest w rezultacie odżywiona i miękka, a do tego słodko pachnie. 
 
Po peelingu pora na krem do ciała. Gęsty, odżywczy, dający ukojenie. Relaksujący krem do ciała zawiera wodę lawendową, która działa relaksacyjnie, a także ekstrakt z rumianu szlachetnego, bogatego w olejki eteryczne (odpowiada za działanie kojące). To nie wszystko, jest jeszcze tłoczony na zimno olejek z pestek winogron, który nawilża i zmiękcza skórę. Aromaterapeutyczny zapach lawendowo-leśny, koi zmysły i ułatwia zasypianie, nie jest nachalny i nie kłóci się z aromatem peelingu, sprawdziłam! 




W linii znajdziesz jeszcze Wygładzający scrub do ciała z olejem z czarnej porzeczki. Lubię go prawie tak samo jak wersję z olejem krokoszowym, działanie jest dokładnie takie same, ale zapachy totalnie inne. Czarna porzeczka jest zdecydowanie bardziej pobudzająca i orzeźwiająca! Drobinki cukru zawarte w scrubie to naturalne ścierniwo, które doskonale złuszcza naskórek, dając efekt natychmiastowej gładkości i miękkości. Obydwa scruby są wydajne i świetnie sprawdzają się w swojej roli, na pewno będę do nich wracała ponieważ biorąc pod uwagę stosunek jakości do ceny to są to zdecydowanie perełki. 

Soraya Plante to także trzy balsamy do ciała (w tubkach) w trzech wersjach zapachowych: olejek z czarnej porzeczki i masło shea, różowy grejpfrut, kofeina i olej z krokosza oraz olej z avocado i algi. Każdy z nich ma bardzo ciekawy, delikatny i kojący zapach. Porzeczkowy ma bogatą konsystencję, a grejpfrutowy i z avocado lższejszą. Niezależnie jednak od konsystencji szybko się wchłaniają i dają poczucie wypielęgnowanej, przyjemnie nawilżonej skóry. 




 Dopełnieniem linii są trzy balsamy nawilżające do ust: z olejem z czarnej porzeczki, olejem konopnym i shea oraz olejem kokosowym i jojoba. Sztyfty są delikatne, pozostawiają na wargach przyjemny film i lekko nabłyszczają usta. Wygładzają, nawilżają i pomagają uporać się z przesuszeniami. Dziewczyny, totalnie uwielbiam te produkty! W związku z tym, że od zawsze lubię bogate konsystencje więc największą przyjemność sprawia mi wcieranie w siebie kremu lawendowego oraz balsamu z olejkiem z czarnej porzeczki. O scrubach nie wspomnę, mogłabym codziennie, a jak wiadomo - nie mogę, o ironio (plus podbiera mi je Jagoda!). Balsamy do ust kupcie swoim córkom, przyjaciółkom z okazji Dnia Dziecka - będziecie miały pewność, że to, czym się smarują jest dobrej jakości. Ja na pewno będę wracała do tych produktów, a może marka skusi się na kolejne wersje zapachowe? Mam nadzieję! 



Jeśli masz jakiekolwiek pytania o produkty, czekam na komentarz! Mam nadzieję, że skusicie się na sprawdzenie linii Soraya Plante, najpierw wrzucajcie do koszyka peelingi! 

 Wpis powstał przy współpracy z marką Soraya, produkty do testów otrzymałam od marki, nie ma to jednak żadnego wpływu na moją opinię.


Czytaj dalej...

20 maja 2020

Przepis na nawilżoną i rozświetloną skórę? Poznaj markę Olivia Plum!

Z nieskrywaną przyjemnością odkrywam młode polskie marki kosmetyczne! To moje quilty pleasure, gdy mam okazję poznać osobę, która stoi za konkretną firmą i produktami, gdy firmuje je swoim nazwiskiem. Olivia Plum to Ania Śliwińska, która od zawsze była dla wszystkich Śliwką, stąd właśnie Plum. A skąd Olivia? Podróż do Grecji i odkrycie cudownego wpływu zawartej w mydłach oliwy z oliwek na skórę stały się inspiracją do stworzenia pierwszych kosmetyków i powstania Olivia Plum
Olivia Plum to krótkie i proste receptury, które Ania testuje najpierw na własnej skórze, aby mieć pewność co do jakości i skuteczności kosmetyków. Produkty, które tworzy są łagodne, bezpieczne, mogą być stosowane nawet przez skórę wrażliwą. Testowałam dwa z nich: Serum nawilżające Drip oraz Serum rozjaśniające Glow, a teraz chciałabym Ci o niej opowiedzieć więcej! Zacznę od serum nawilżającego Drip, które było pierwszym produktem marki. Przeznaczone jest dla skór, które potrzebują dogłębnego i długotrwałego nawilżenia. W składzie zawarte są składniki takie jak kwas hialuronowy, olej z ogórka oraz witamina E. Co ważne, kosmetyk stworzony przez Anię nadaje się do każdego rodzaju skóry, a zwłaszcza dla tej najbardziej potrzebującej, suchej i odwodnionej - czyli mojej! Ma jedwabistą, bardzo przyjemną konsystencję, która szybko się wchłania, nie klei i nie lepi. Na skórze powstaje coś na kształt drugiej skóry, ale jest to przyjemny efekt. Serum stosowałam raz dziennie, zazwyczaj na noc ponieważ na dzień wybierałam wersję Glow, o której zaraz opowiem. Po dłuższym stosowaniu zniknęły suche skórki koło nosa, poprawiła się jakość mojej skóry i poziom nawilżenia. Na dobrze odżywionej skórze każdy makijaż wyglądał zdecydowanie lepiej! Przetestowałam obydwa sera również jako bazę pod makijaż, sprawdziły się dobrze!


 Drugi kosmetyk, który sprawdzałam to Serum rozjaśniające Glow, jak wiecie rozświetlenie to niemalże moja pasja :) Piękne działanie rozświetlające i wygładzające, a także poprawa i wyrównanie kolorytu cery to główne zadania produktu. Fajnie odświeża, jest lekkie i szybko się wchłania. Możesz stosować je solo albo pod krem. Po wykorzystaniu całej buteleczki jestem pewna, że wpływa także na napięcie skóry, oczywiście jest to napięcie delikatne. Ania stworzyła specyfik, który ma radzić sobie również w walce z przebarwieniami – rozjaśnia już istniejące niedoskonałości i zapobiega powstawaniu nowych zmian pigmentacyjnych. W tej kwestii nie jestem w stanie się wypowiedzieć ponieważ nie mam zmian pigmentacyjnych. Zauważyłam natomiast działanie kojące. 




 Obydwa produkty są w szklanych flakonach z pipetą, o pojemności 30 ml. Serum Glow kosztuje 119 zł, a Drip 99 zł - z powodzeniem wystarczą na minimum miesięczne, codzienne stosowanie. Z tego, co wiem następna partia serum rozświetlającego będzie dostępna już w opakowaniu z pompką, aby lepiej je nabierać ponieważ jest dość kremowe - według mnie to super wiadomość ponieważ będzie można wykorzystać je do ostatniej kropli! 


 Gorąco zachęcam Cię do przeczytania na stronie Olivia Plum zakładki O mnie, Ania opowiada o swoich inspiracjach oraz planach na przyszłość. Według mnie korzystanie z kosmetyków o pochodzeniu których możemy się tak dużo dowiedzieć, a tym samym o samej założycielce marki jest czymś mega przyjemnym! W ofercie Olivia Plum znajdziesz oprócz serum, mydełka, świece sojowe, rollery, oleje, balsamy, a także kosmetyki dla mężczyzn! Jeśli masz pytania o produkty, daj znać w komentarzu!
Czytaj dalej...

18 maja 2020

#howtobeparisian? Anthony x Agata czyli szybki kurs francuskiego makijażu!

Pomysł na "zrobienie czegoś" z Anthonym pojawił się u mnie już dawno temu. Nie ukrywam, że miałam wątpliwości czy Anthony, który jest międzynarodowym makijażystą marki Guerlain zgodzi się nagrać dla mnie makijażową instrukcję, ale udało się! Jestem zafascynowana nonszalanckim lookiem, który panuje na francuskich ulicach i to właśnie to chciałam zobaczyć "od kuchni" czyli od kogoś, kto mieszka, pracuje we Francji i na co dzień zajmuje się makijażem.

Przygotowaliśmy dla Was filmik w którym najpierw po angielsku, prosto z Paryża możecie obejrzeć instrukcje Anthonego, a następnie zobaczyć moje wykonanie. Efekt końcowy jest poniżej na zdjęciach. I obiecuję, że zaopatrzę się w lepsze światło następnym razem!

Spis wszystkich produktów użytych przeze mnie w filmiku:

- baza L'or
- podkład L'Essentiel, w odcieniu 1C aplikowany pędzlem L'Essentiel
- puder brązujący Terracotta Light, odcień 01 Clair Doré
- meteoryty rozświetlające z limitowanej kolekcji dostępnej w Azjii (użyłam ich także na powieki)
- pomadka Rouge G, w odcieniu N°25 Flaming Red

Zdjęcia są bez przeróbki! 


Koniecznie daj znać czy podoba Ci się nasza współpraca i mam nadzieję, że obejrzysz filmik! Jeśli masz jakiekolwiek pytania o produkty Guerlain, zostaw komentarz - chętnie odpowiem. Zapraszam także na konto Instagramowe Anthonego - dzieli się tam swoją wiedzą i pokazuje mnóstwo fajnych produktów, a także dzieli się tipami makijażowo - pielęgnacyjnymi!

Czytaj dalej...

17 maja 2020

Post dr Dąbowskiej efekty, przepisy, wychodzenie.

To mój trzeci post! Pierwszy trwał trzy dni i niestety poddałam się z powodu okropnego bólu głowy. Drugi trwał 21 dni i robiłam go właściwie dokładnie dwa lata temu, jeśli masz chwilę zapraszam do przeczytania postów,  robiłam je w formie pamiętnika:

- Post dr Dąbrowskiej efekty po 14 dniach
- Post dr Dąbrowskiej efekty po 21 dniach



Podobnie jak poprzednio zdecydowałam się na niego ponieważ przez ostatnie miesiąca pozwoliłam sobie na zbyt dużo. Zbyt dużo słodyczy, wina, szybkiego jedzenia - czułam się źle, ociężale i chciałam to zmienić. Bardzo chciałam zrobić sobie przerwę od słodyczy i alkoholu.  Na kilka dni przed jego rozpoczęciem nie piłam alkoholu, jadłam nieco mniej.

Czym jest post? Co jadłam?

Wszystkie dozwolone warzywa oraz owoce. Przez okres od kilku dni do kilku tygodni, w zależności od wskazań, zaleca się dietę opartą na warzywach nisko skrobiowych, takich jak na przykład: korzeniowe (marchew, buraki, seler, pietruszka, rzodkiew), kapustne (kapusta, kalafior, brokuł), cebulowe (cebula, por, czosnek), dyniowate (dynia, kabaczek, ogórki), psiankowate (pomidor, papryka), liściaste (sałata, natka pietruszki, zioła). Równocześnie można spożywać niskocukrowe owoce takie jak: jabłka, grejpfruty, cytryny i nieduże ilości jagód. Szczególnie cenne są zielone soki, które pochodzą z zielonych pędów roślin. Są one bogatszym źródłem bioaktywnych składników niż korzenie, posiadają chlorofil, którego budowa chemiczna jest podobna do hemoglobiny, mają aktywne enzymy, które oczyszczają, odtruwają, odnawiają krew, ułatwiają trawienie, alkalizują, dostarczają tlenu, energii, witamin i minerałów w najlepiej przyswajalnej postaci. Przykłady zielonych pędów na soki: natka pietruszki, seler naciowy, botwina, mniszek, pokrzywa, szczaw, szpinak, brokuł, kapusta, sałata, kiełki lucerny, trawa z pszenicy. Warzywa i owoce można jeść na surowo, w postaci surówek, zup warzywnych przyprawianych ziołami, warzyw duszonych, pieczonych. Wśród napojów poleca się picie: wody, soków warzywnych i owocowych, herbat owocowych lub ziołowych, kompotów bez cukru, wywarów z warzyw. W czasie kuracji nie należy spożywać żadnych innych pokarmów jak np. chleba, kasz, oleju itp. Również nie należy pić kawy, mocnej herbaty, alkoholu, ani palić papierosów."(dr. Ewa Dąbrowska). Wszystkie informacje o diecie znajdziesz na jej stronie lub w książkach. Dla mnie doskonałym źródłem przepisów był internet i forum na FB (grup jest kilka i są mega pomocne!).

Najlepszą wiadomością dla mnie był fakt iż do dozwolonych warzyw dołączyły szparagi (kocham!), topinambur (prawie jak frytki z piekarnika), a także kawa z cykorii (niemalże jak klasyczna, czarna



Ulubione przepisy

Zdecydowanie zupa krem z brokuła i szparagów, z dodatkiem cebuli, czosnku i wielu przypraw. Następnie prażone na wodzie jabłko do którego dorzucałam kilka mrożonych wiśni, malin lub świeżą borówkę amerykańską. Podobnie jak dwa lata temu, bardzo dużo jadłam... cebuli. Była w każdym moim daniu, uwielbiałam i z piekarnika i świeżą na pomidorach! Życie ratowały mi zupy kremy, szczególnie te pikantne, kapuśniak (na maksa kwaśny!), sałatka z roszponki, cebuli (a jak!), pomidorów, papryki, ogórka, przypraw, skropiona odrobiną octu jabłkowego. Zrobiłam nawet szarlotkę, a na śniadanie uwielbiałam pić jednodniowy sok marchewkowy (bez dodatku cukru czy miodu!). Ratunkiem na pewno są koktajle warzywne, owocowe lub warzywno - owocowe. 

Niestety miałam problem z piciem dużej ilości wody, ale starałam się i na pewno piłam jej więcej niż podczas poprzedniego postu. 



Czas trwania

Zaczynam wychodzenie po 28 dniach postu. Myślę, że wytrzymałabym jeszcze dwa tygodnie, do 42 dni, ale tęsknie za innymi daniami i przyjechałam do mamy więc utrzymanie czegokolwiek u niej graniczy z cudem (tak, gdy to piszę ona kroi moim córkom szarlotkę :))!



Efekty

Co tu dużo mówić, zapewne 90 % osób, które decydują się na post chcą zrzucić kilka kilogramów i zmienić chociaż na jakiś czas sposób odżywiania. Ja zrzuciłam 5 kilogramów, co uważam za wspaniały wynik! Czuję się zdecydowanie lepiej, mam mnóstwo energii i nie odczuwam głodu. Przez pierwsze trzy dni nieco bolała mnie głowa, nogi oraz kręgosłup, miałam też wysypkę na twarzy oraz szyi, która sama zniknęła po kilku dniach (podczas 1 postu nie miałam takiej dolegliwości). Jeśli zapytałabyś mnie czy warto tak się męczyć - odpowiedziałabym, że tak. Warto zrobić coś dla siebie, sprawdzić się i zatroszczyć o swój organizm.



Podsumowanie

Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się po raz kolejny na post. To dla mnie ważne ponieważ okazuje się, że jeśli czegoś chcę i na czymś mi zależy - jestem w stanie to osiągnąć. Uwierz, że da się wytrzymać tyle dni na warzywach i nielicznych owocach (muszę dodać, że od ponad dwudziestu lat nie jem mięsa, w tym ryb - dlatego myślę, że dzięki temu mogłam nieco łatwiej przejść post). Teraz przede mną wychodzenie, będzie ciekawie! Can't wait!

Jeśli masz jakiekolwiek pytania odnośni postu - jestem! Odpowiem na wszystkie!
Czytaj dalej...

13 maja 2020

Przestowałam bestsellery Drunk Elephant! Co warto kupić, a co niekoniecznie?

Jedna z aktualnie najbardziej popularnych marek pielęgnacyjnych była moim kosmetycznym marzeniem od dawna! Jesteś ciekawa, które Drunkowe bestsellery sprawdziły się na mojej skórze, a których nie kupiłabym po raz kolejny? Doskonale trafiłaś! O moich doświadczeniach przeczytasz w poście!

To kosmetyczne marzenie spełniłam sprowadzając produkty zza granicy ponieważ w Polsce niestety nie są jeszcze dostępne. Składając zamówienie wiedziałam, które dokładnie specyfiki chcę sprawdzić na swojej skórze, a które totalnie nie są dla mnie. Nigdy nie mam w planach testowania kosmetyków, które nie są dedykowane mojej skórze - wolę jej nie wchodzić w drogę bo wiem jak może się to skończyć: stany zapalne, uczulenia, problemy z cerą. Pamiętajcie o tym decydując się na zakup kosmetyków i mieszania ich ze sobą.

Dlaczego zależało mi na tym, aby sprawdzić Drunk Elephant? Podoba mi się filozofia marki, uważam, że składy kosmetyków są ciekawe, a opakowania w końcu wesołe! Oczywiście ceny nie są niskie, ale za jakość musimy zapłacić więcej, tak jest w każdej dziedzinie! Uważam, że Drunk Elephant jest jedną z najlepszych marek pielęgnacyjnych. Oczywiście nie wszystkie produkty są sobie równe pod względem jakości, ale patrząc na markę całościowo: jest bardzo dobra!

Zacznę od moich ulubieńców! Po pierwsze linia z witaminą C czyli serum C-Firma (30 ml/ ok. 320 zł) oraz krem pod oczy C-Tango Multivitamin Eye Cream (15 ml/ok. 250 zł). Zacznę od serum z 15% zawartością kwasu askrobinowego, które jest jednym z moich ulubionych! Ładnie wyrównuje koloryt skóry, nadaje jędrności i elastyczność. Wygładza zmarszczki, ale przede wszystkim chroni skórę przed wszelkimi niedoskonałościami. Zużyłam jedno całe opakowanie, do ostatniej kropli i moja skóra naprawdę dzięki niemu była w świetnej kondycji, co często zauważałyście na Instagramie. Kluczowe składniki C- Firma to chronocyclin, który naśladuje zalety wtaminy D i zawdzięczamy mu młodzieńczy wygląd skóre, wyciąg z fermentacji dyni i granatu – wspólnie rozpuszczają martwe komórki skóry, minimalizując przy tym widoczność porów. Jest jeszcze składnik nawilżający, zmniejszający pojawienie się drobnych linii i zmarszczek oraz wspomagający jędrność skóry. Pamiętajcie, że C-Firma™ zawiera czysty kwas L-askorbinowy - najlepiej używać serum, gdy jest świeże więc staraj się korzystać z niego jak najszybciej po otwarciu. Możesz trzymać je w lodówce.

C-Tango Multivitamin Eye Cream to z kolei jeden z fajniejszych kremów pod oczy z którym miałam okazję współpracować. Na początku miała obawy, że będzie lekki i przelewający się przez palce, ale uf! Okazało się, że jest w miarę gęsty i przy tym dobrze odżywczy! Po jakimś czasie zauważyłam rozjaśnienie okolicy oka, wygładzenie zmarszczek, a także przyjemny komfort w kwestii nawilżenia. Na pewno będę do niego wracała, ma jeszcze jedną zaletę - przyjemne i higieniczne opakowanie!

Kolejny kosmetyk Drunk, który polubiłam to B-Hydra - Intensively Moisturizing Serum(50 ml/200 zł) czyli silnie nawilżające serum stworzone specjalnie chyba dla mojej cery. Żelowo - kremowe serum ma za zadanie ugasić pragnienie suchej i bardzo suchej skóry - w tej roli sprawdza się bardzo dobrze! Wewnątrz opakowania kwas hialuronowy, witamina B5, a także kompleks zawierający naturalną soczewicę, jabłko i skórkę wraz z ekstraktem z berberysu, który pomaga złagodzić podrażnienia. Pielęgunuje, koi, a przede wszystkim głęboko nawilża i szybko się wchłania. Używałam go z wielką przyjemnością aczkolwiek jestem w stanie wymienić kilka innych ser o podobnym działaniu w bardziej przyjemnej cenie.
Krem do twarzy Lala Retro Whipped Cream to produkt, który u mnie sprawdził się średnio. Był przyjemny, był ok, ale niestety to za mało jak na krem za ponad 400 zł. Oczekiwałam po nim czegoś wow, wspaniałego działania i efektu, który byłby niezapomniany! Dla kogo przeznaczona jest Lala? Jest kremem ratunkowym z sześcioma olejkami afrykańskimi i kompleksem ceramidów roślinnych. Ma zapewniać uzupełnianie naturalnej bariery ochronnej buzi, chroniąc przed negatywnym wpływem środowiska zewnętrznego, a także doskonale nawilżać. Plus ode mnie dostaje za konsystencję, taka jaką uwielbiam czyli bogactwo i luksus w jednym, niestety już się nie spotkamy.

W kategorii produktów średnich znajdzie się także serum Shaba Complex Eye Serum (ok.200 zł/15 ml). Jest dość przyjemne w aplikacji, ale nie widzę właściwie żadnych rezultatów jego działania. Zdecydowanie przegrywa w starciu z C-Tango Multivitamin Eye Cream, właściwie to nawet nie ma porównania.

Spodobał mi się Virgin Marula Luxury Facial Oil (ok.200 zł/15 ml), olejek pielęgnacyjny do twarzy. Jest bogaty w antyoksydanty, fajnie i przyjemnie nawilża, odżywia, koi. Szczególnie sprawdza się podczas wieczornej pielęgnacji! Virgin Marula Oil zauważalnie zmniejsza wygląd drobnych linii, zmarszczek, zaczerwienień i plam oraz poprawia elastyczności skóry. Wystarczy naprawdę odrobina, aby pokryć całą twarz, możesz także mieszać go z kremem pielęgnacyjnym lub z podkładem (mikro ilość!). Wygodne opakowanie z pipetą dozuje odpowiednią ilość produktu.

W biało - pomarańczowej tubie znajdziesz Beste™ No. 9 Jelly Cleanser (150 ml/140 zł) złczyli żel do mycia twarzy, który usuwa wszystkie pozostałości makijażu, nadmiar sebum, zanieczyszczenia, a także zabrudzenia (jak np. kurz) zebrane przez naszą skórę w ciągu całego dnia. Jego formuła jest przyjazna dla pH naszej skóry (5,5), a także opowiednia do każdego rodzaju skóry. Nie zawiera SLS, zapachów, olejków eterycznych, parabenów, ftalanów, siarczanów czy też związków rtęci - dla tych z Was, które bardzo intenresują się składami informacja jest jedna: jest czysto. Żel jest delikatny, przyjemny w aplikacji, wydajny, nie podrażnia skóry, a zostawia ją przyjemnie czystą i odżywioną. Czy kupię ponownie? Nie, ponieważ znam kilka polskich marek jak np. Soraya i linia Plante, tołpa, AA, które działają podobnie, ale kosztują kilka razy mniej.

Podsumowując moje dotychczasowe testowanie produktów Drunk Elephant muszę przyznać, że w przypadku mojej suchej skóry najlepiej sprawdziło się serum z witaminą C, a także krem pod oczy z witaminą C. Bardzo polubiłam serum nawilżające, a także do gustu przypadł mi olejek pielęgnacyjny. Reszty produktów nie skreślam, po prostu nie są aż tak fantastyczne dla mojej skóry i nie widzę sensu, aby sprwadzać kolejne opakowania zza granicy. Jestem ciekawa czy znasz markę Drunk Elephant? Co o niej myślisz?

Czytaj dalej...

AMNMAG 04/20.

 

Niewiele zmieniło się szczerze mówiąc od poprzedniego miesiąca. I od jeszcze poprzedniego także. Robię to, co robiłam i mam wrażenie, że świat wcale nie stanął w miejscu. Stanęli w miejscu ludzie, którzy albo zostali do tego zmuszeni poprzez utratę pracy albo Ci, którzy są odpowiedzialni społecznie.  Dookoła widzę rodziny na rodzinnych imprezach, ukrywane wesela na wsiach, dobrą zabawę i relaks. Z drugiej strony tych, co boją się spotykać, dotykać i podróżować do rodziny. Nie mam pojęcia, co będzie dalej i jak z tego wybrniemy. Mam nadzieję natomiast, że już niedługo powróci odrobina wolności i będziemy mogły/mogli cieszyć się sobą nawzajem - spotkaniami, wyjazdami, a przede wszystkim wiosną. Z tego też względu na kwietniowej okładce możesz zobaczyć piękną Olę, która wygląda przepięknie pośród zieleni, z kontrastowym makijażem. Zdjęcia zrobiła jakiś czas temu Olga,  a moim dziełem jest makijaż. Życzę sobie i Tobie mnóstwo siły i mimo wszystko radości, jeszcze będzie fajnie! 

- Agata Herbut

Czytaj dalej...

8 maja 2020

Czy olejki do pielęgnacji twarzy obciążają skórę? Czy zapychają? Obalam najpopularniejsze mity związane z olejowaniem!

Cześć dziewczyny! Wiem, że ogromna część z Was używa i uwielbia olejki do pielęgnacji, ale macie także związane z nimi obawy. Czy olejki do pielęgnacji twarzy obciążają skórę? Czy zapychają? Czy każdy olejek mogę stosować w przypadku mieszanej lub tłustej skóry? Na co zwrócić uwagę przy zakupie? W moim najnowszym artykule w Glamour obalam kilka olejkowych mitów, zapraszam Was serdecznie do lektury: 









Czytaj dalej...

1 maja 2020

Ulubieńcy kosmetyczni kwiecień 2020.

Pora na ulubieńców miesiąca! Kwiecień był dla mnie miesiącem wzmożonej pielęgnacji, miałam na to po prostu więcej czasu i wykorzystałam go na robienie sobie domowego spa. Malowałam się mniej, mniej wychodziłam z domu, mniej się perfumowałam. Wszystkiego było mniej w ostatnim czasie, nawet wina dziewczyny! Zapraszam do czytania! Pamiętaj, aby podzielić się w komentarzu swoimi ulubionymi kosmetykami w ostatnim czasie!

1. Resibo, Peeling do ciała

Najlepszy peeling do ciała, jakiego aktualnie używam. Przepięknie pachnie, jest w szklanym słoiku, na skórze zostawia delikatny film, który nie tworzy okropnej, tłustej powłoki. Skuteczne złuszczanie i intensywna regeneracja po jednym użyciu, a dodatkowo sprawia, że skóra od razu staje się gładka, miękka, silnie nawilżona i ujędrniona. Sprawdza się w przypadku suchej skóry, świetnie ją rozpieszcza. Zrogowaciały naskórek znika, a specjalne dobrane aktywne składniki natychmiast pobudzają skórę do wytwarzania nowych, zdrowych komórek. Zapach jest bardzo relaksujący, a peeling powinien być sprzedawany w wiaderkach (79zł/300 g).

2. Sensum Mare, Algopure peeling

Peeling – maska enzymatyczna o działaniu oczyszczającym i wygładzającym jest bardzo delikatny i skuteczny. Sprawdzi się dla każdego typu skóry, również osób z cerą wrażliwą (u mnie właśnie ostatnio tak się dzieje, wrażliwość level hard). Delikatnie, ale zarazem skutecznie oczyszczania i wygładza skórę twarzy. Ma ciekawą konsystencję, podobną do musu. Stosuję raz w tygodniu i w zupełności mojej skórze to wystarczy. Niebawem cały post o nowościach Sensum Mare! (79zł/100 ml)

3. Chanel, L'Huile

L'Huile to jeden z moich ulubionych olejków do demakijażu, gdy większość mnie ostatnio podrażnia, ten koi moją skórę. Skutecznie usuwa makijaż, nawet trwałe i wodoodporne formuły, zachowując przy tym równowagę skóry. Równocześnie uwalnia skórę od kurzu i substancji zanieczyszczających środowisko. W kontakcie z wodą jedwabista formuła przeobraża się w puszystą piankę (189zł/150 ml).

4. La Roche-Posay, Toleriane Sensitive

Bardz przyjemnie łagodzący i odżywiający krem do twarzy przeznaczony dla skóry wrażliwej, nadwrażliwej czy suchej. Tworzy niewidzialną barierę, która w sposób naturalny chroni skórę. Kojące i ochronne składniki aktywne to między innymi gliceryna, regenerujące ceraminy, kojąca witamina B3, a także woda termalna La Roche Posay, która koi, łagodzi i zmniejsza nadreaktywność skóry. Bez zapachu, bez etanolu, nie powoduje powstania zaskórników, nie podrażnia, nie uczula. Wysoka tolerancja! (ok.50zł/50 ml)

5. D'Alchémy, Esencjonalny balsam do ciała

Ten balsam jest genialny! Zapach, konsystencja, działania, opakowanie - wszystko działa na jego korzyść, a przy okazji D'Alchémy to jedna z moich ukochanych polskich marek. Esencjonalny balsam o bogatej konsystencji, o działaniu odżywczym, nawilżającym, rewitalizującym i odmładzającym skórę. Preparat stymuluje proces regeneracji i odbudowy naskórka, chroniąc jego barierę hydrolipidową. Zawiera esencjonalne olejki eteryczne z mandarynki, grapefruita i pomarańczy oraz ekstrakty z guarany, aceroli, żurawiny, szałwii, sosny i rozmarynu, skutecznie zwalczające wolne rodniki oraz zapobiegające starzeniu się skóry. Formuła bez zawartości wody, oparta o hydrolaty z werbeny, oczaru i kwiatu pomarańczy, wzbogacona o niezwykle cenne oleje i masła roślinne, chroni skórę przed zanieczyszczeniem środowiska i promieniowaniem słonecznym UV. Uwielbiam go! (219zł/200 ml)

6. SVR, Sensifine Baume Demaquillant

Jeśli masz suchą, wrażliwą, reaktywną skórę to ten balsam do demakijażu będzie odpowiednim pomysłem! Koi podrażnienia, łagodzi uczucie ściągnięcia i napięcia skóry oraz redukuje wszelki dyskomfort wynikający z jej nadreaktywności i suchości. Minimalistyczna formuła zawiera jedynie 9 składników, które zapewniają delikatne ale skuteczne usunięcie wszelkiego makijażu – także wodoodpornego. Forma oleistego balsamu o naturalnym, kokosowym zapachu idealnie się rozprowadza, rozpuszcza makijaż wodoodporny i dogłębnie oczyszcza. (65zł/100 ml)

7. Givenchy, Le Rose Perfecto Liquid

Płynna pomadka - balsam do ust w kilkunastu kolorach prosto z Francji! Le Rose Perfecto Liquid odżywia, wygładza i ujędrnia usta. Każdego dnia, dzięki bogatym właściwościom pielęgnacyjnym, przywraca ustom idealny wygląd, oferuje poczucie komfortu i nawilżenia. W ofercie są jasne odcienie oraz bardziej kryjące kolory. Jeśli masz ochotę zobaczyć jak wygląda na ustach, sprawdź mojego posta: Recenzja nowości makijażowych marki Givenchy. Które wybrać?

8. Fenty Beauty, Body Lava

Body Lava to żelowy rozświetlacz do całego ciała, dostępny w trzech odcieniach. Przyjemnie rozprowadza się po skórze pozostawiając ją jedwabiście miękką w dotyku. Jest bardzo napigmentowany, możesz używać go na całe ciało, a także na kości policzkowe. Pięknie wygląda na ciele! (291zł/90 ml)

9. Jo Malone, Silver Birch & Lavender

Wyjątkowy, odprężający zapach - połączenie lawendy i białej brzozy. Orzeźwione odrobiną grejpfruta, osadzone na drzewnej, charyzmatycznej bazie z białej brzozy i frapującej nucie prażonego dębu. Bardzo lubię go czuć na swojej skórze.

Dziewczyny, czekam na Waszych ulubieńców!

Czytaj dalej...