5 czerwca 2020

Ulubieńcy kosmetyczni maj 2020

Maj, najpięknieszy miesiąc w roku za nami! Przygotowałam podsumowanie moich ulubionych kosmetyków - jest kilka nowości, a także powroty jak np. olejek do demakijażu Resibo.
Jestem bardzo ciekawa Twoich ulubieńców, czego najchętniej używałaś w maju?


1.  Soraya Plante,  Naturalnie złuszczający scrub do ciała
Linia Plante jest po prostu bardzo dobra, pisałam o niej wielokrotnie i będę robić to nadal. Niedawno do gamy dołączyły produkty do pielęgnacji ciała, przetestowałam wszystkie i pokochałam między innymi ten scrub. Świetnie wygładza skórę, ma fajną konsystencję i pięknie pachnie. Doskonały skład, przyjemna cena - musisz go wypróbować!

2. Resibo, Olejek do demakijażu
Znamy się od lat i często do siebie wracamy. Bardzo lubię za delikatność, za zapach, skład i przyjemność używania. Fajnie, że opakowanie zawiera pompkę,  to wygodne rozwiązanie, które zapobiega rozchlapywaniu produktu.  Świetnie rozpuszcza makijaż i  pozostawia skórę gładką, nawilżoną. 

3. A. Florence Skincare, Hydration Booster Serum
Uwielbiam markę i produkt! Fantastycznie nawilżające serum z kwasem hialuronowym, niacynamidem oraz witaminą B5 sprawia,  że skóra jest napojona, odżywiona i ukojona. Zużyłam do ostatniej kropelki i mam zapas!

4.  Sensum Mare, AlgoPure, żel do mycia twarzy
Bardzo delikatny, lekki i pozostawiający w dobrej kondycji skórę.  Używam jako element wieczornej pielęgnacji. W przypadku, gdy noszę makijaż najpierw rozpuszczam go produktem olejowym, a następnie używam żelu, aby pozbyć się resztek makijażu. 

5. Senkara,  Czeko Scrub
Marka, którą poznałam stosunkowo niedawno i bardzo polubiłam! Cukrowy peeling do ciała o zapachu gorzkiej czekolady świetnie złuszcza martwy naskórek, nawilża oraz pielęgnuje.  Pozostawia ciało w bardzo fajnej kondycji, skóra jest miękka, elastyczne i apetycznie pachnąca. Moja skóra nie potrzebuje już dodatkowego nawilżania po użyciu peelingu!

6. Weleda, Skin Food 
Lubię całą serię, nie tylko jeden produkt! "Jeśli miałabyś zabrać ze sobą na pustynię tylko jedną rzecz, to byłaby nią ta niewielka, lecz magiczna zielona tubka." -  z tym, co pisze marka Weleda zgadzam się absolutnie! Masz suchą skórę? Ta linia jest ratunkiem! 


7. Hourglass, Ambient Light Powder
Jeden z moich ulubionych  pudrów, a marka Hourglass tworzy doskonałe produkty! Ambient Light Powder to puder do wykończenia makijażu, który dodaje rysom miękkości, wygładza i poprawia wygląd. 
Składa się z mikrocząsteczek wyrównujących koloryt skóry, które rozpraszają światło i dodają naturalnego blasku. Dostępny w kilku odcieniach, jeśli jeszcze nie znasz tej marki warto nadrobić zaległości!

8. Nars, Orgasm
Kocham ten róż do policzków! W kilka sekund sprawia, że skóra wygląda na wypoczętą, zdrową i pięknie rozświetloną. Must have dla każdej miłośniczki makijażu i bestseller dla marki Nars!

9. Roos & Roos, Song for a Queen
W chwili, gdy pierwszy raz je powąchałam - przepadłam.  Jeden z najpiękniejszych zapachów, jaki ostatnio poznałam. Delikatnie orientalne, kwiatowe, słodkie - nie przypuszczałabym, że mogą mi się spodobać. Prosto z Francji, stworzone przez mamę i córkę.

10. Sisley,  Soin Velours Aux Fleurs de Safran
Bardzo przyjemny, dobrze odżywiający i nawilżający skórę krem.  Unikalna formuła długotrwale dostarcza skórze ulgę i ukojenie. Krem jest przeznaczony dla skóry suchej i bardzo suchej, stapia się ze skórą. Produkt niekomedogenny, co oznacza, że nie powoduje zaskórników. 

11. Kevin Murphy, Shimmer. Shine
Najpiękniej pachnący produkt do pielęgnacji włosów! Spray nadaje połysk oraz dostarcza im olejków eterycznych, witamin.  Jego atutem jest również wydajność, wystarczą dwa - trzy naciśnięcia pompki na całe włosy chociaż ja szczerze mówiąc wylałabym na siebie całą butelkę i kąpałabym się w tym zapachu!

Czekam na Twoich ulubieńców! 

Czytaj dalej...

3 czerwca 2020

Przetestowałam pielęgnację Senelle Cosmetics!

Uwielbiam opowiadać o polskich markach kosmetycznych! Jest ich bardzo dużo, a większość z nich naprawdę wyjątkowa i tworzona z pasją. W tym poście chcę opowiedzieć o marce Senelle, poznałam ją , gdy odezwał się do mnie Łukasz, jej właściciel. Wybrałam i przetestowałam kilka produktów o których za chwilę będziesz mogła przeczytać! 


 Wyselekcjonowane składniki wzbogacamy wyjątkową nutą zapachową. Inspiracją podczas tworzenia czterech serii kosmetyków naturalnych Senelle, było nie tylko kobiece piękno, ale także dostosowanie produktów do aury, która ma bezpośredni wpływ na kondycję cery. Każda kolejna pora roku generuje odmienne potrzeby. Łącząc biologiczny, naturalny rytm przyrody z cyklem zmian, jakie zachodzą w ciele kobiety, tworzymy markę, która obok pielęgnacji, przynosi na myśl najpiękniejsze wspomnienia" - o swojej marce i inspiracjach opowiada Łukasz.


 Co wybrałam do przetestowania? Zacznę od nowości czyli Wygładzającego kremu do twarzy. Stworzony został do pielęgnacji skóry w każdym wieku. Dobrze regeneruje, a także poprawia elastyczności skóry. Optycznie redukuje oznaki zmęczenia, szybko się wchłania i zawiera oleje, które pomagają na dogłębną regenerację. Przy regularnym stosowaniu (możesz używać go zarówno rano jak i wieczorem) można dość szybko zauważyć działanie kojące i łagodzące. Szklane opakowanie 50 ml z wygodną pompką pozwoli dozować odpowiednią ilość produktu, podobnie jest w przypadku Korygującego kremu pod oczy. Jego bazę stanowią trzy oleje: z pestek pomidora, lniany oraz ze słodkich migdałów. W składzie między innymi ekstrakt z maku polnego, kofeina (poprawia mikrokrążenie, a także redukuje cienie i obrzęki) jak i oligosacharyd z cykorii dla naturalnego efektu liftingującego. Produkt jest bardzo delikatny, szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, dzięki czemu można w zasadzie już po chwili przejść do makijażu.

 

Bardzo ciekawa byłam Odnawiającego Peelingu do twarzy, jestem fanką takich produktów! Przede wszystkim ten kosmetyk może być zbyt silny dla kobiet posiadających wrażliwą czy bardzo suchą skórę, drobinki są dość porządne. Ja używam go raz w tygodniu i to jest zupełnie wystarczające. Fajnie zrobić od razu peeling dekoltu oraz piersi, scrub świetnie wygładza! Odnawiający peeling to zmielone łupiny migdałów oraz kokosa, a także oleje: z malin, z nasion tungowca molukańskiego, z orzechów włoskich. Myślę, że świetnym pomysłem byłoby stworzenie scrubu do ciała, na pewno byłabym z niego bardzo zadowolona!

 
 
Na koniec zostawiłam bardzo przyjemny specyfik - Rewitalizujące Serum Przeciwzmarszczkowe, działające jak roślinny botoks! Sekretem działania jest zawartość witaminy C, która jak na pewno wiesz poprawia wygląd skóry, a także ma działanie przeciwzmarszczkowe. Obok witaminy C jest jeszcze stoechiol, naturalny odpowiednik botoksu mający za zadanie zmniejszyć widoczność zmarszczek i liftingować skórę. Cera po regularnym stosowaniu jest dobrze odżywiona, nawodniona i w lepszej kondycji. Podobnie jak w przypadku kremu, serum działa łagodząco na podrażnienia i jak to w przypadku olejkowych formuł jest wydajne. 


 Każdy kosmetyk Senelle jest cruelty free, marka dba o środowisko i bliskie są jej kwestie społeczne. Produkty są dedykowane każdej z nas, niezależnie od wieku! Polecam zajrzeć na stronę internetową Senelle, znajdziesz tam wiele informacji o kremach, serach, olejkach, żelach - ich składy oraz działanie.
Czytaj dalej...

29 maja 2020

Ultra delikatna pielęgnacja? Sensum Mare i nowa linia Algopure.

Znacie moje zamiłowanie do pielęgnacji i do pięknej skóry. Wiecie, że od zawsze uważam, że podstawą świetnego makijażu jest dobra pielęgnacja i kondycja skóry. Staram się jak najczęściej przypominać o demakijażu, delikatnym złuszczaniu i porządnym nawilżaniu. O marce Sensum Mare opowiadałam wiele razy, seria Algorich, której jestem ogromną fanką pojawiała się conajmniej kilka razy w ulubieńcach miesiąca. Przy okazji, podrzucę link do wpisu o Algorich: Sucha skóra to pokocha! Sensum Mare, linia Algorich.




 Tym razem chciałam pokazać dwie nowości należące do linii Algopure, stanowiącej podstawę pielęgnacji i oczyszczania. Zacznę od Delikatnego żelu do mycia twarzy (49 zł), który jest naprawdę wyjątkowo delikatny! Jego rola w codziennej rutynie jest przesądzona: ma skutecznie oczyszcza skórę twarzy bez efektu ściągnięcia, domywać makijaż, a także przygotowywać skórę do kolejnych etapów pielęgnacyjnych. Co więcej, nie powoduje efektu ściągnięcia i działa kojąco, uspokaja skórę. Używam go od kilku tygodni i uważam, że jest wart uwagi. W składzie znajdziemy między innymi kompleks alg, a także delikatne składniki myjące. 



 Drugą nowością jest Delikatny peeling – maska enzymatyczna o działaniu oczyszczającym i wygładzającym (79 zł). Muszę zaznaczyć, że jako fanka peelingów i masek w tej kwestii  jestem bardzo twardą zawodniczką i recenzentką. Co w środku tuby? Enzymy z papai, mango i żurawiny, kompleks pięciu alg morskich. Enzymy delikatnie i skutecznie usuwają komórki naskórka pozostawiając skórę oczyszczoną i wygładzoną. Produkt podobnie jak żel do mycia twarzy, jest bardzo delikatny i przyjemny w aplikacji. Ma świetną konsystencję, coś na kształt musu! Jak używać? Musisz rozprowadź równomiernie grubą warstwę peelingu na twarzy, dekolcie i szyi omijając okolice oczu i ust. Pozostawić na 10-15 minut (nie masując!), a następnie zmyć wodą. Można go używać 2-3 razy w tygodniu, mojej cerze wystarczy jeden raz - jest bardzo zadowolona!

 

Po maseczce czy żelu fajnie jest użyć silnie nawilżającego kremu do twarzy, jeśli nie znacie kremów Sensum Mare to ja polecam zdecydowanie Algorich. Ma bogatą konsystencję, świetnie odżywia i nawilża, w duecie z kremem pod oczy robi naprawdę dobrze skórze! Ja zużyłam już dwa opakowania kremu. Muszę dodać, że marka Sensum Mare jest polską marką, a nowości, które stworzyła opakowała w eko tuby, które wykonane w 96% z biomasy uzyskiwanej z trzciny cukrowej.
 

Miałaś okazję poznać markę Sensum Mare? Jaka jest Twoja opinia? Daj znać!
Czytaj dalej...

25 maja 2020

NeoNail Zawsze Bądź Sobą - zestawy mini lakierów hybrydowych.

"Agata, który lakier wybrać na początek swojej przygody z hybrydą?"- to pytanie pojawiało się wiele, wiele razy w wiadomościach prywatnych. Odpowiadałam zgodnie z sumieniem: dużo brokatu i błysku, ale szczerze miałam nadzieję, że NeoNail w końcu stworzy mniejsze pojemności lakierów hybrydowych. I nareszcie je mamy! Zestawy są wyjątkowe, bo stworzone przez Klientki. To właśnie #NeoNailGirls, razem z marką stworzyły limitowane zestawy Zawsze Bądź Sobą. Do wyboru mamy pięć zestawów w różnych wersjach kolorystycznych: silna, twarda, delikatna, kolorowa, wyrazista, a każdy z nich nawiązuje do kampanii NeoNail o której opowiadałam w poprzednim wpisie.

Każdy zestaw to 5 lakierów hybrydowych o pojemności 3 ml każdy, a o ich kolorach tak jak wspominałam zdecydowały fanki marki. Dla siebie wybrałam dwa zestawy,  nie potrafiłam zdecydować się na jeden! Pierwszy z nich to Kolorowa w którym znajduje się: Aloha Mood – ciekawy koral o intensywnym odcieniu z domieszką różu, Summer Hero – żywy i pełen energii pomarańczowy, Sunshine Princess – energetyczny żółty, Wild Heart – mocna fuksja, a także Cool Breeze – ciekawy niebieski. Drugi natomiast to Silna z przepięknym neonem Fight for It (tak naprawdę to on mnie skusił najbardziej!),Thailand Beauty - wibrująca fuksja, Never Give Up - mocny fiolet i nieco bardziej stonowana szarość Calm Wind oraz pastelowy róż Be Yourself. Wszystkie zestawy możesz obejrzeć tutaj: limitowane zestawy Bądź Sobą.


Zestaw pięciu lakierów kosztuje 89 zł, możesz wybrać spośród pięciu wersji. Ja zdecydowałam się na stworzenie manicure z wzorkami (a jak!) oraz odrobiną srebra. Przygotowuję dla Was wpis o tym jak ozdabiam swoje paznokcie oraz gadżetach, które mi to ułatwiają - pojawi się niebawem! Mam nadzieję, że mój manicure spodoba Ci się i zainspirujesz się nim! W stylizacji wykorzystałam bazę Cover Base Protein, a także lakiery w odcieniach: żółty Sunshine Princess, fuksję Wild Heart, a także jasny niebieski, którym zrobiłam kropeczki Gentle Breeze.

Jeśli masz ochotę obejrzeć więcej moich manicure zapraszam na Instagram, w wyróżnionej zakładce Nails czeka na Ciebie mnóstwo inspiracji! 



Czytaj dalej...

23 maja 2020

Soraya Plante do pielęgnacji ciała, wpisujcie na listę must have!



Pamiętacię linię Soraya Plante przeznaczoną do pielęgnacji twarzy? Tym razem jest jeszcze lepiej, pora na ciało! Uwierzcie mi, że peelingi, balsamy i kremy do ciała, balsamy do ust, które stanowią rozszerzenie linii Plante są rewelacyjne! Przetestowałam wszystkie kosmetyki, a w związku z tym, że jestem uzależniona od scrubów do ciała, a także kocham dobre nawilżenie, jestem bardzo surowa w swoich ocenach. Nie będę przedłużać, chcę już o nich opowiedzieć! 




 Przede wszystkim chciałabym przypomnieć kilka informacji o Soraya Plante. Wenątrz opakowań znajdziesz formuły zawierające w 99% składniki pochodzenia naturalnego. Kosmetyki zawiera również naturalne ekstrakty, nie zawieraja natomiast parabenów, silikonów, sztucznych barwników, SLS. Wszystkie są vegan and animal friendly, co oznacza, że nie są testowane na zwierzętach i nie zawierają składników odzwierzęcych. Zwróć uwagę na skład INCI! Bardzo podoba mi się szata graficzna! Kosmetyki są na każdą kieszeń (na wyłączność w Rossmann) i przyznaję szczerze, że znam przypadki iż przyjazna cena często powoduje, że mamy na łazienkowej półce coś na co nie możemy patrzeć. Tutaj jest inaczej! Oprócz świetnej zawartości, opakowania trzymają fason. Naturalne, roślinne ekstrakty, piękne, przyjemne zapachy to tylko kilka zalet.




 Zacznę od moich must have! Po pierwsze, Naturalnie złuszczający scrub do ciała o bardzo delikatnym, lekko słodkim zapachu, który potrafi nieco rozleniwić. Peeling cukrowy z olejem krokoszowym delikatnie złuszczający naskórek, o przyjemnej konsystencji. Nie pozostawia tłustej warstwy, a raczej odczuwalne nawilżenie. Łatwo się spłukuje, drobinki cukru rozpuszczają się na skórze i doskonale złuszczają naskórek. Skóra całego ciała jest w rezultacie odżywiona i miękka, a do tego słodko pachnie. 
 
Po peelingu pora na krem do ciała. Gęsty, odżywczy, dający ukojenie. Relaksujący krem do ciała zawiera wodę lawendową, która działa relaksacyjnie, a także ekstrakt z rumianu szlachetnego, bogatego w olejki eteryczne (odpowiada za działanie kojące). To nie wszystko, jest jeszcze tłoczony na zimno olejek z pestek winogron, który nawilża i zmiękcza skórę. Aromaterapeutyczny zapach lawendowo-leśny, koi zmysły i ułatwia zasypianie, nie jest nachalny i nie kłóci się z aromatem peelingu, sprawdziłam! 




W linii znajdziesz jeszcze Wygładzający scrub do ciała z olejem z czarnej porzeczki. Lubię go prawie tak samo jak wersję z olejem krokoszowym, działanie jest dokładnie takie same, ale zapachy totalnie inne. Czarna porzeczka jest zdecydowanie bardziej pobudzająca i orzeźwiająca! Drobinki cukru zawarte w scrubie to naturalne ścierniwo, które doskonale złuszcza naskórek, dając efekt natychmiastowej gładkości i miękkości. Obydwa scruby są wydajne i świetnie sprawdzają się w swojej roli, na pewno będę do nich wracała ponieważ biorąc pod uwagę stosunek jakości do ceny to są to zdecydowanie perełki. 

Soraya Plante to także trzy balsamy do ciała (w tubkach) w trzech wersjach zapachowych: olejek z czarnej porzeczki i masło shea, różowy grejpfrut, kofeina i olej z krokosza oraz olej z avocado i algi. Każdy z nich ma bardzo ciekawy, delikatny i kojący zapach. Porzeczkowy ma bogatą konsystencję, a grejpfrutowy i z avocado lższejszą. Niezależnie jednak od konsystencji szybko się wchłaniają i dają poczucie wypielęgnowanej, przyjemnie nawilżonej skóry. 




 Dopełnieniem linii są trzy balsamy nawilżające do ust: z olejem z czarnej porzeczki, olejem konopnym i shea oraz olejem kokosowym i jojoba. Sztyfty są delikatne, pozostawiają na wargach przyjemny film i lekko nabłyszczają usta. Wygładzają, nawilżają i pomagają uporać się z przesuszeniami. Dziewczyny, totalnie uwielbiam te produkty! W związku z tym, że od zawsze lubię bogate konsystencje więc największą przyjemność sprawia mi wcieranie w siebie kremu lawendowego oraz balsamu z olejkiem z czarnej porzeczki. O scrubach nie wspomnę, mogłabym codziennie, a jak wiadomo - nie mogę, o ironio (plus podbiera mi je Jagoda!). Balsamy do ust kupcie swoim córkom, przyjaciółkom z okazji Dnia Dziecka - będziecie miały pewność, że to, czym się smarują jest dobrej jakości. Ja na pewno będę wracała do tych produktów, a może marka skusi się na kolejne wersje zapachowe? Mam nadzieję! 



Jeśli masz jakiekolwiek pytania o produkty, czekam na komentarz! Mam nadzieję, że skusicie się na sprawdzenie linii Soraya Plante, najpierw wrzucajcie do koszyka peelingi! 

 Wpis powstał przy współpracy z marką Soraya, produkty do testów otrzymałam od marki, nie ma to jednak żadnego wpływu na moją opinię.


Czytaj dalej...

20 maja 2020

Przepis na nawilżoną i rozświetloną skórę? Poznaj markę Olivia Plum!

Z nieskrywaną przyjemnością odkrywam młode polskie marki kosmetyczne! To moje quilty pleasure, gdy mam okazję poznać osobę, która stoi za konkretną firmą i produktami, gdy firmuje je swoim nazwiskiem. Olivia Plum to Ania Śliwińska, która od zawsze była dla wszystkich Śliwką, stąd właśnie Plum. A skąd Olivia? Podróż do Grecji i odkrycie cudownego wpływu zawartej w mydłach oliwy z oliwek na skórę stały się inspiracją do stworzenia pierwszych kosmetyków i powstania Olivia Plum
Olivia Plum to krótkie i proste receptury, które Ania testuje najpierw na własnej skórze, aby mieć pewność co do jakości i skuteczności kosmetyków. Produkty, które tworzy są łagodne, bezpieczne, mogą być stosowane nawet przez skórę wrażliwą. Testowałam dwa z nich: Serum nawilżające Drip oraz Serum rozjaśniające Glow, a teraz chciałabym Ci o niej opowiedzieć więcej! Zacznę od serum nawilżającego Drip, które było pierwszym produktem marki. Przeznaczone jest dla skór, które potrzebują dogłębnego i długotrwałego nawilżenia. W składzie zawarte są składniki takie jak kwas hialuronowy, olej z ogórka oraz witamina E. Co ważne, kosmetyk stworzony przez Anię nadaje się do każdego rodzaju skóry, a zwłaszcza dla tej najbardziej potrzebującej, suchej i odwodnionej - czyli mojej! Ma jedwabistą, bardzo przyjemną konsystencję, która szybko się wchłania, nie klei i nie lepi. Na skórze powstaje coś na kształt drugiej skóry, ale jest to przyjemny efekt. Serum stosowałam raz dziennie, zazwyczaj na noc ponieważ na dzień wybierałam wersję Glow, o której zaraz opowiem. Po dłuższym stosowaniu zniknęły suche skórki koło nosa, poprawiła się jakość mojej skóry i poziom nawilżenia. Na dobrze odżywionej skórze każdy makijaż wyglądał zdecydowanie lepiej! Przetestowałam obydwa sera również jako bazę pod makijaż, sprawdziły się dobrze!


 Drugi kosmetyk, który sprawdzałam to Serum rozjaśniające Glow, jak wiecie rozświetlenie to niemalże moja pasja :) Piękne działanie rozświetlające i wygładzające, a także poprawa i wyrównanie kolorytu cery to główne zadania produktu. Fajnie odświeża, jest lekkie i szybko się wchłania. Możesz stosować je solo albo pod krem. Po wykorzystaniu całej buteleczki jestem pewna, że wpływa także na napięcie skóry, oczywiście jest to napięcie delikatne. Ania stworzyła specyfik, który ma radzić sobie również w walce z przebarwieniami – rozjaśnia już istniejące niedoskonałości i zapobiega powstawaniu nowych zmian pigmentacyjnych. W tej kwestii nie jestem w stanie się wypowiedzieć ponieważ nie mam zmian pigmentacyjnych. Zauważyłam natomiast działanie kojące. 




 Obydwa produkty są w szklanych flakonach z pipetą, o pojemności 30 ml. Serum Glow kosztuje 119 zł, a Drip 99 zł - z powodzeniem wystarczą na minimum miesięczne, codzienne stosowanie. Z tego, co wiem następna partia serum rozświetlającego będzie dostępna już w opakowaniu z pompką, aby lepiej je nabierać ponieważ jest dość kremowe - według mnie to super wiadomość ponieważ będzie można wykorzystać je do ostatniej kropli! 


 Gorąco zachęcam Cię do przeczytania na stronie Olivia Plum zakładki O mnie, Ania opowiada o swoich inspiracjach oraz planach na przyszłość. Według mnie korzystanie z kosmetyków o pochodzeniu których możemy się tak dużo dowiedzieć, a tym samym o samej założycielce marki jest czymś mega przyjemnym! W ofercie Olivia Plum znajdziesz oprócz serum, mydełka, świece sojowe, rollery, oleje, balsamy, a także kosmetyki dla mężczyzn! Jeśli masz pytania o produkty, daj znać w komentarzu!
Czytaj dalej...

18 maja 2020

#howtobeparisian? Anthony x Agata czyli szybki kurs francuskiego makijażu!

Pomysł na "zrobienie czegoś" z Anthonym pojawił się u mnie już dawno temu. Nie ukrywam, że miałam wątpliwości czy Anthony, który jest międzynarodowym makijażystą marki Guerlain zgodzi się nagrać dla mnie makijażową instrukcję, ale udało się! Jestem zafascynowana nonszalanckim lookiem, który panuje na francuskich ulicach i to właśnie to chciałam zobaczyć "od kuchni" czyli od kogoś, kto mieszka, pracuje we Francji i na co dzień zajmuje się makijażem.

Przygotowaliśmy dla Was filmik w którym najpierw po angielsku, prosto z Paryża możecie obejrzeć instrukcje Anthonego, a następnie zobaczyć moje wykonanie. Efekt końcowy jest poniżej na zdjęciach. I obiecuję, że zaopatrzę się w lepsze światło następnym razem!

Spis wszystkich produktów użytych przeze mnie w filmiku:

- baza L'or
- podkład L'Essentiel, w odcieniu 1C aplikowany pędzlem L'Essentiel
- puder brązujący Terracotta Light, odcień 01 Clair Doré
- meteoryty rozświetlające z limitowanej kolekcji dostępnej w Azjii (użyłam ich także na powieki)
- pomadka Rouge G, w odcieniu N°25 Flaming Red

Zdjęcia są bez przeróbki! 


Koniecznie daj znać czy podoba Ci się nasza współpraca i mam nadzieję, że obejrzysz filmik! Jeśli masz jakiekolwiek pytania o produkty Guerlain, zostaw komentarz - chętnie odpowiem. Zapraszam także na konto Instagramowe Anthonego - dzieli się tam swoją wiedzą i pokazuje mnóstwo fajnych produktów, a także dzieli się tipami makijażowo - pielęgnacyjnymi!

Czytaj dalej...

17 maja 2020

Post dr Dąbowskiej efekty, przepisy, wychodzenie.

To mój trzeci post! Pierwszy trwał trzy dni i niestety poddałam się z powodu okropnego bólu głowy. Drugi trwał 21 dni i robiłam go właściwie dokładnie dwa lata temu, jeśli masz chwilę zapraszam do przeczytania postów,  robiłam je w formie pamiętnika:

- Post dr Dąbrowskiej efekty po 14 dniach
- Post dr Dąbrowskiej efekty po 21 dniach



Podobnie jak poprzednio zdecydowałam się na niego ponieważ przez ostatnie miesiąca pozwoliłam sobie na zbyt dużo. Zbyt dużo słodyczy, wina, szybkiego jedzenia - czułam się źle, ociężale i chciałam to zmienić. Bardzo chciałam zrobić sobie przerwę od słodyczy i alkoholu.  Na kilka dni przed jego rozpoczęciem nie piłam alkoholu, jadłam nieco mniej.

Czym jest post? Co jadłam?

Wszystkie dozwolone warzywa oraz owoce. Przez okres od kilku dni do kilku tygodni, w zależności od wskazań, zaleca się dietę opartą na warzywach nisko skrobiowych, takich jak na przykład: korzeniowe (marchew, buraki, seler, pietruszka, rzodkiew), kapustne (kapusta, kalafior, brokuł), cebulowe (cebula, por, czosnek), dyniowate (dynia, kabaczek, ogórki), psiankowate (pomidor, papryka), liściaste (sałata, natka pietruszki, zioła). Równocześnie można spożywać niskocukrowe owoce takie jak: jabłka, grejpfruty, cytryny i nieduże ilości jagód. Szczególnie cenne są zielone soki, które pochodzą z zielonych pędów roślin. Są one bogatszym źródłem bioaktywnych składników niż korzenie, posiadają chlorofil, którego budowa chemiczna jest podobna do hemoglobiny, mają aktywne enzymy, które oczyszczają, odtruwają, odnawiają krew, ułatwiają trawienie, alkalizują, dostarczają tlenu, energii, witamin i minerałów w najlepiej przyswajalnej postaci. Przykłady zielonych pędów na soki: natka pietruszki, seler naciowy, botwina, mniszek, pokrzywa, szczaw, szpinak, brokuł, kapusta, sałata, kiełki lucerny, trawa z pszenicy. Warzywa i owoce można jeść na surowo, w postaci surówek, zup warzywnych przyprawianych ziołami, warzyw duszonych, pieczonych. Wśród napojów poleca się picie: wody, soków warzywnych i owocowych, herbat owocowych lub ziołowych, kompotów bez cukru, wywarów z warzyw. W czasie kuracji nie należy spożywać żadnych innych pokarmów jak np. chleba, kasz, oleju itp. Również nie należy pić kawy, mocnej herbaty, alkoholu, ani palić papierosów."(dr. Ewa Dąbrowska). Wszystkie informacje o diecie znajdziesz na jej stronie lub w książkach. Dla mnie doskonałym źródłem przepisów był internet i forum na FB (grup jest kilka i są mega pomocne!).

Najlepszą wiadomością dla mnie był fakt iż do dozwolonych warzyw dołączyły szparagi (kocham!), topinambur (prawie jak frytki z piekarnika), a także kawa z cykorii (niemalże jak klasyczna, czarna



Ulubione przepisy

Zdecydowanie zupa krem z brokuła i szparagów, z dodatkiem cebuli, czosnku i wielu przypraw. Następnie prażone na wodzie jabłko do którego dorzucałam kilka mrożonych wiśni, malin lub świeżą borówkę amerykańską. Podobnie jak dwa lata temu, bardzo dużo jadłam... cebuli. Była w każdym moim daniu, uwielbiałam i z piekarnika i świeżą na pomidorach! Życie ratowały mi zupy kremy, szczególnie te pikantne, kapuśniak (na maksa kwaśny!), sałatka z roszponki, cebuli (a jak!), pomidorów, papryki, ogórka, przypraw, skropiona odrobiną octu jabłkowego. Zrobiłam nawet szarlotkę, a na śniadanie uwielbiałam pić jednodniowy sok marchewkowy (bez dodatku cukru czy miodu!). Ratunkiem na pewno są koktajle warzywne, owocowe lub warzywno - owocowe. 

Niestety miałam problem z piciem dużej ilości wody, ale starałam się i na pewno piłam jej więcej niż podczas poprzedniego postu. 



Czas trwania

Zaczynam wychodzenie po 28 dniach postu. Myślę, że wytrzymałabym jeszcze dwa tygodnie, do 42 dni, ale tęsknie za innymi daniami i przyjechałam do mamy więc utrzymanie czegokolwiek u niej graniczy z cudem (tak, gdy to piszę ona kroi moim córkom szarlotkę :))!



Efekty

Co tu dużo mówić, zapewne 90 % osób, które decydują się na post chcą zrzucić kilka kilogramów i zmienić chociaż na jakiś czas sposób odżywiania. Ja zrzuciłam 5 kilogramów, co uważam za wspaniały wynik! Czuję się zdecydowanie lepiej, mam mnóstwo energii i nie odczuwam głodu. Przez pierwsze trzy dni nieco bolała mnie głowa, nogi oraz kręgosłup, miałam też wysypkę na twarzy oraz szyi, która sama zniknęła po kilku dniach (podczas 1 postu nie miałam takiej dolegliwości). Jeśli zapytałabyś mnie czy warto tak się męczyć - odpowiedziałabym, że tak. Warto zrobić coś dla siebie, sprawdzić się i zatroszczyć o swój organizm.



Podsumowanie

Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się po raz kolejny na post. To dla mnie ważne ponieważ okazuje się, że jeśli czegoś chcę i na czymś mi zależy - jestem w stanie to osiągnąć. Uwierz, że da się wytrzymać tyle dni na warzywach i nielicznych owocach (muszę dodać, że od ponad dwudziestu lat nie jem mięsa, w tym ryb - dlatego myślę, że dzięki temu mogłam nieco łatwiej przejść post). Teraz przede mną wychodzenie, będzie ciekawie! Can't wait!

Jeśli masz jakiekolwiek pytania odnośni postu - jestem! Odpowiem na wszystkie!
Czytaj dalej...

13 maja 2020

Przestowałam bestsellery Drunk Elephant! Co warto kupić, a co niekoniecznie?

Jedna z aktualnie najbardziej popularnych marek pielęgnacyjnych była moim kosmetycznym marzeniem od dawna! Jesteś ciekawa, które Drunkowe bestsellery sprawdziły się na mojej skórze, a których nie kupiłabym po raz kolejny? Doskonale trafiłaś! O moich doświadczeniach przeczytasz w poście!

To kosmetyczne marzenie spełniłam sprowadzając produkty zza granicy ponieważ w Polsce niestety nie są jeszcze dostępne. Składając zamówienie wiedziałam, które dokładnie specyfiki chcę sprawdzić na swojej skórze, a które totalnie nie są dla mnie. Nigdy nie mam w planach testowania kosmetyków, które nie są dedykowane mojej skórze - wolę jej nie wchodzić w drogę bo wiem jak może się to skończyć: stany zapalne, uczulenia, problemy z cerą. Pamiętajcie o tym decydując się na zakup kosmetyków i mieszania ich ze sobą.

Dlaczego zależało mi na tym, aby sprawdzić Drunk Elephant? Podoba mi się filozofia marki, uważam, że składy kosmetyków są ciekawe, a opakowania w końcu wesołe! Oczywiście ceny nie są niskie, ale za jakość musimy zapłacić więcej, tak jest w każdej dziedzinie! Uważam, że Drunk Elephant jest jedną z najlepszych marek pielęgnacyjnych. Oczywiście nie wszystkie produkty są sobie równe pod względem jakości, ale patrząc na markę całościowo: jest bardzo dobra!

Zacznę od moich ulubieńców! Po pierwsze linia z witaminą C czyli serum C-Firma (30 ml/ ok. 320 zł) oraz krem pod oczy C-Tango Multivitamin Eye Cream (15 ml/ok. 250 zł). Zacznę od serum z 15% zawartością kwasu askrobinowego, które jest jednym z moich ulubionych! Ładnie wyrównuje koloryt skóry, nadaje jędrności i elastyczność. Wygładza zmarszczki, ale przede wszystkim chroni skórę przed wszelkimi niedoskonałościami. Zużyłam jedno całe opakowanie, do ostatniej kropli i moja skóra naprawdę dzięki niemu była w świetnej kondycji, co często zauważałyście na Instagramie. Kluczowe składniki C- Firma to chronocyclin, który naśladuje zalety wtaminy D i zawdzięczamy mu młodzieńczy wygląd skóre, wyciąg z fermentacji dyni i granatu – wspólnie rozpuszczają martwe komórki skóry, minimalizując przy tym widoczność porów. Jest jeszcze składnik nawilżający, zmniejszający pojawienie się drobnych linii i zmarszczek oraz wspomagający jędrność skóry. Pamiętajcie, że C-Firma™ zawiera czysty kwas L-askorbinowy - najlepiej używać serum, gdy jest świeże więc staraj się korzystać z niego jak najszybciej po otwarciu. Możesz trzymać je w lodówce.

C-Tango Multivitamin Eye Cream to z kolei jeden z fajniejszych kremów pod oczy z którym miałam okazję współpracować. Na początku miała obawy, że będzie lekki i przelewający się przez palce, ale uf! Okazało się, że jest w miarę gęsty i przy tym dobrze odżywczy! Po jakimś czasie zauważyłam rozjaśnienie okolicy oka, wygładzenie zmarszczek, a także przyjemny komfort w kwestii nawilżenia. Na pewno będę do niego wracała, ma jeszcze jedną zaletę - przyjemne i higieniczne opakowanie!

Kolejny kosmetyk Drunk, który polubiłam to B-Hydra - Intensively Moisturizing Serum(50 ml/200 zł) czyli silnie nawilżające serum stworzone specjalnie chyba dla mojej cery. Żelowo - kremowe serum ma za zadanie ugasić pragnienie suchej i bardzo suchej skóry - w tej roli sprawdza się bardzo dobrze! Wewnątrz opakowania kwas hialuronowy, witamina B5, a także kompleks zawierający naturalną soczewicę, jabłko i skórkę wraz z ekstraktem z berberysu, który pomaga złagodzić podrażnienia. Pielęgunuje, koi, a przede wszystkim głęboko nawilża i szybko się wchłania. Używałam go z wielką przyjemnością aczkolwiek jestem w stanie wymienić kilka innych ser o podobnym działaniu w bardziej przyjemnej cenie.
Krem do twarzy Lala Retro Whipped Cream to produkt, który u mnie sprawdził się średnio. Był przyjemny, był ok, ale niestety to za mało jak na krem za ponad 400 zł. Oczekiwałam po nim czegoś wow, wspaniałego działania i efektu, który byłby niezapomniany! Dla kogo przeznaczona jest Lala? Jest kremem ratunkowym z sześcioma olejkami afrykańskimi i kompleksem ceramidów roślinnych. Ma zapewniać uzupełnianie naturalnej bariery ochronnej buzi, chroniąc przed negatywnym wpływem środowiska zewnętrznego, a także doskonale nawilżać. Plus ode mnie dostaje za konsystencję, taka jaką uwielbiam czyli bogactwo i luksus w jednym, niestety już się nie spotkamy.

W kategorii produktów średnich znajdzie się także serum Shaba Complex Eye Serum (ok.200 zł/15 ml). Jest dość przyjemne w aplikacji, ale nie widzę właściwie żadnych rezultatów jego działania. Zdecydowanie przegrywa w starciu z C-Tango Multivitamin Eye Cream, właściwie to nawet nie ma porównania.

Spodobał mi się Virgin Marula Luxury Facial Oil (ok.200 zł/15 ml), olejek pielęgnacyjny do twarzy. Jest bogaty w antyoksydanty, fajnie i przyjemnie nawilża, odżywia, koi. Szczególnie sprawdza się podczas wieczornej pielęgnacji! Virgin Marula Oil zauważalnie zmniejsza wygląd drobnych linii, zmarszczek, zaczerwienień i plam oraz poprawia elastyczności skóry. Wystarczy naprawdę odrobina, aby pokryć całą twarz, możesz także mieszać go z kremem pielęgnacyjnym lub z podkładem (mikro ilość!). Wygodne opakowanie z pipetą dozuje odpowiednią ilość produktu.

W biało - pomarańczowej tubie znajdziesz Beste™ No. 9 Jelly Cleanser (150 ml/140 zł) złczyli żel do mycia twarzy, który usuwa wszystkie pozostałości makijażu, nadmiar sebum, zanieczyszczenia, a także zabrudzenia (jak np. kurz) zebrane przez naszą skórę w ciągu całego dnia. Jego formuła jest przyjazna dla pH naszej skóry (5,5), a także opowiednia do każdego rodzaju skóry. Nie zawiera SLS, zapachów, olejków eterycznych, parabenów, ftalanów, siarczanów czy też związków rtęci - dla tych z Was, które bardzo intenresują się składami informacja jest jedna: jest czysto. Żel jest delikatny, przyjemny w aplikacji, wydajny, nie podrażnia skóry, a zostawia ją przyjemnie czystą i odżywioną. Czy kupię ponownie? Nie, ponieważ znam kilka polskich marek jak np. Soraya i linia Plante, tołpa, AA, które działają podobnie, ale kosztują kilka razy mniej.

Podsumowując moje dotychczasowe testowanie produktów Drunk Elephant muszę przyznać, że w przypadku mojej suchej skóry najlepiej sprawdziło się serum z witaminą C, a także krem pod oczy z witaminą C. Bardzo polubiłam serum nawilżające, a także do gustu przypadł mi olejek pielęgnacyjny. Reszty produktów nie skreślam, po prostu nie są aż tak fantastyczne dla mojej skóry i nie widzę sensu, aby sprwadzać kolejne opakowania zza granicy. Jestem ciekawa czy znasz markę Drunk Elephant? Co o niej myślisz?

Czytaj dalej...

AMNMAG 04/20.

 

Niewiele zmieniło się szczerze mówiąc od poprzedniego miesiąca. I od jeszcze poprzedniego także. Robię to, co robiłam i mam wrażenie, że świat wcale nie stanął w miejscu. Stanęli w miejscu ludzie, którzy albo zostali do tego zmuszeni poprzez utratę pracy albo Ci, którzy są odpowiedzialni społecznie.  Dookoła widzę rodziny na rodzinnych imprezach, ukrywane wesela na wsiach, dobrą zabawę i relaks. Z drugiej strony tych, co boją się spotykać, dotykać i podróżować do rodziny. Nie mam pojęcia, co będzie dalej i jak z tego wybrniemy. Mam nadzieję natomiast, że już niedługo powróci odrobina wolności i będziemy mogły/mogli cieszyć się sobą nawzajem - spotkaniami, wyjazdami, a przede wszystkim wiosną. Z tego też względu na kwietniowej okładce możesz zobaczyć piękną Olę, która wygląda przepięknie pośród zieleni, z kontrastowym makijażem. Zdjęcia zrobiła jakiś czas temu Olga,  a moim dziełem jest makijaż. Życzę sobie i Tobie mnóstwo siły i mimo wszystko radości, jeszcze będzie fajnie! 

- Agata Herbut

Czytaj dalej...