18 listopada 2019

Tydzień Zapachów: Gucci Mémoire D'une Odeur.

Zapach bez granic płciowych? Poza wszystkim? Taki z założenia miał być Mémoire d'Une Odeur, najnowsza kompozycja marki Gucci. Wspomnienie Zapachu bo tak właśnie możemy tłumaczyć nazwę otrzymujemy w przepięknym, minimalistycznym flakonie z zielono - niebieskiego szkła. Stoi za nim Alberto Morillas (Firmenich), perfumiarz hiszpańskiego pochodzenia.

Moje pierwsze wrażenie nie było zbyt entuzjastyczne. Przyznaję szczerze, że byłam nawet nieco zawiedziona ponieważ spodziewałam się killera przed którym ugnę kolana. Tymczasem jest delikatnie i zwiewnie, ale to nic złego ponieważ po kilkunastu aplikacjach odkryłam w Mémoire D'une Odeur coś wyjątkowego. Gdybym w jednym słowie miała określić najnowszą kompozycję użyłabym słowa: wspomnienia.

"Mémoire d’une Odeur to eliksir, który przez swój indywidualny charakter przekracza granice gatunku, rewolucjonizuje tradycyjne rodziny zapachowe, które klasyfikują zapachy, i ustanawia nową i nowoczesną kategorię Mineralną: zwiewną, piżmową, przejrzystą i autentyczną, która jest połączeniem zapachów i emocji. W połączeniu z aspektem Aromatycznym staje się osią Gucci Mémoire d’une Odeur."
Rumian rzymski w połączeniu z koralowymi płatkami jaśminu z Indii, które odpowiadają za delikatność, do tego uzależniające piżmo, które dodaje głębi. Szlachetne drewno, sandałowiec, cedr, a na deser słodka (ale nie przesłodzona!) wanilia.

Delikatne, nieco ulotne, przyjemne i niekłopotliwe - takie są moje odczucia po kilkunastu dniach spędzonych razem. Flakon w połączeniu z zawartością tworzą bardzo spójną całość. Napisałam wyżej, że dla mnie Mémoire D'une Odeur są jak wspomnienie, a opakowanie w stylu vintage dodatkowo sprzyja takim odczuciom. Nie umiem zdefiniować i wyodrębnić w zapachu rumianu rzymskiego, ale sądzę, że to właśnie on w połączeniu z cedrem odpowiada za lekkość, przyjemny odbiór i dozę świeżości. Po kilkunastu minutach do akcji wkracza urzekające ciepło. Dla mnie są jak wiosna! Wiosna, za którą już tęsknię!

Tydzień Zapachów to siedem artykułów o kompozycjach, które szczególnie zapadły mi w...nos. Mogłaś poczytać już o:
- Etat Libre d'Orange, Spice Must Flow + 500 Years
- Le Couvent des Minimes, Tinharé
- Acqua di Parma, Signature Vaniglia

Czytaj dalej...

15 listopada 2019

Jak dbać o skórę jesienią? Sprawdzam kosmetyki Phlov by Anna Lewandowska!

Jednymi z moich ulubionych postów na blogu są posty o pielęgnacji. Opowiadanie o nowych produktach, markach sprawia mi ogromną przyjemność. O marce Phlov by Anna Lewandowska na pewno już słyszałaś, ja również o niej wspominałam. W jednym zdaniu mogłabym podsumować ją nastepująco: Te produkty są naprawdę wysokiej jakości. Miałam możliwość sprawdzać je na sobie jakiś czas przed oficjalną premierą i wiem, że jakość jest zdecydowanie największym ich atutem. W dzisiejszym poście chcę opisać jesienny zestaw pielęgnacyjny, który odpowiada na kilka potrzeb cery w trakcie zmieniającej się pory roku. Trzy kosmetyki, które mogą sprawić, że pielęgnacja stanie się bardziej efektywna i przyjemna!

Po pierwsze, Synbiotyczna pianka oczyszczająca Absolute Pure(ness). Jest to produkt mikrozłuszczający do codziennego oczyszczania i demakijażu twarzy. Jej formulacja oparta została na biodegradowalnych, roślinnych substancjach myjących, które skutecznie usuwają ze skóry pyły, metale ciężkie i zanieczyszczenia środowiskowe. Nie naruszają równowagi hydrolipidowej. Ekstrakt z różowego pomelo, bogaty w organiczne kwasy AHA, przyśpiesza proces odnowy komórek naskórka, przywracając skórze blask oraz młody i zdrowy wygląd. Działa silnie przeciwutleniająco, a dodatek prebiotyku i probiotyku zapewnia wsparcie i ochronę naturalnej, zdrowej mikroflory skóry. Odpowiednia nawet dla osób ze skórą wrażliwą. Pianka przeznaczona jest do pielęgnacji każdego typu skóry, również delikatnej i wrażliwej. Została przetestowana dermatologicznie z udziałem osób z alergicznymi chorobami skóry. W ofercie marki znajdziesz jeszcze jeden kosmetyk oczyszczający, żel Clean’em All, posiada bardziej gęstą konsystencję, jest chętnie wybierany przez osoby, których cera wymaga dogłębnego oczyszczenia – cera tłusta, mieszana, trądzikowa z tendencją do nadprodukcji sebum, a także osoby wykonujące intensywniejszy makijaż. Musisz pamiętać, że używa się jej na zwilżoną skórę! Używałam go codziennie i muszę przyznać, że bardzo dobrze radzi sobie z demakijażem nawet trwałych podkładów. Jest bardzo delikatny, wydajny, po połączeniu z wodą lekko się pieni. Skóra po używaniu jest w dobrej kondycji, nie jest ściągnięta, a całkiem przyjemnie nawilżona. Wystarczy jedna, dwie porcje, aby pozbyć się zanieczyszczeń czy makijażu z całej twarzy. Obydwa produkty są bardzo skuteczne w działaniu, wybór zależy od Twoich preferencji, mi bliżej do żelu.

Po drugie, Overnight Beauty Trick czyli Mikrozłuszczająca esencja nocna. Ten kosmetyk łączy w sobie zalety nawilżającego serum i złuszczającego toniku. Zawiera kompleks kwasów organicznych oraz ekstrakty złuszczające z borówki, trzciny cukrowej, pomarańczy, cytryny i syropu klonowego. Stymulują one i przyspieszają odnowę komórek skóry. Powstanie Esencji inspirowane było koreańską pielęgnacją. Oprócz owocowego kompleksu eksfoliującego zawiera technologię lipofillingu KombuchkaTM, która wygładza i widocznie poprawia napięcie, a także koloryt skóry. To nie wszystko! Innowacyjny prebiotyk stwarza przyjazne środowisko dla zachowania równowagi mikrobiomu, a betaina z buraka cukrowego i polisacharydy zapewniają długotrwałe nawilżenie skóry. Jak używać? Możesz aplikować codziennie wieczorem na oczyszczoną i suchą skórę twarzy. Nakładaj dłońmi do momentu spienienia (ewentualnie za pomocą płatka kosmetycznego) omijając okolice oczu i ust. Nie zmywaj, po aplikacji umyj ręce. Esencja może, ale nie musi wywoływać uczucie mrowienia i ciepła. Jest to prawidłowa reakcja, która po chwili przeminie. Natomiast powinnaś pamiętać o stosowaniu ochrony UV w czasie stosowania esencji zawierającej kwasy. Nie stosowałam kosmetyku codziennie, zaczęłam od opcji co dwa dni. Rano skóra była w bardzo dobrej kondycji, poprawiło się wygładzenie, blask, a także stała się bardziej wypełniona. Ah, i jeszcze jedno - efekt odnawiania naskórka nie będzie taki jak przy profesjonalnych terapiach złuszczających. Formuła esencji jest tak tworzona, aby można było stosować ją w codziennej pielęgnacji, nie musisz zatem martwić się o widoczne złuszczanie!

Na deser zostawiłam coś naprawdę wyjątkowego! Mood’Fluencer to Liposomalny booster odmładzający, domyślam się, że nazwa nic Ci nie mówi, ale to nic - mi w pierwszej chwili także. W małej buteleczce znajdziesz skoncentrowany, kojący i odmładzający specyfik, który dzięki zawartości ekstraktu z fitoplanktonu morskiego przywraca skórze równowagę sensoryczną. Według mnie to jeden z must have na jesienno - zimową aurę, skóra go pokocha! Działa na kilku płaszczyznach, między innymi wycisza zaczerwienienia i nadreaktywność skóry, harmonizuje skład mikrobiomu. Zamknięta w liposomach adenozyna ogranicza skurcze mimiczne, redukując powstawanie zmarszczek. KombuchkaTM - wypełnia i spłyca drobne zmarszczki dzięki zaawansowanej technologii lipofillingu. Booster możesz stosować codziennie rano i wieczorem albo jako kurację np. w okresie problemów ze skórą. Niewielką ilość nanieś na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu. Masuj do wchłonięcia, aplikuj samodzielnie lub z wybranym kremem. Efekty są niemalże natychmiastowe, możesz spodziewać się poprawy napięcia, kolorytu, a także porządnej dawki nawilżenia. Produkt redukuje uczucie ściągnięcia oraz zapewnia długotrwały komfort. Naprawdę bardzo go polubiłam!

Moja przygoda z Phlov trwa w najlepsze, poznaję więcej produktów i na pewno będę je recenzować. Musisz wiedzieć, że każdy z produktów ma naprawdę bardzo dobry skład oraz jest cruelty free. Kosmetyki naturalne Anny Lewandowskiej są naprawdę ponadprzeciętnej jakości! Koniecznie zaglądaj na mój Instagram @agatamanosa, zdradzę małą tajemnicę - Ty też będziesz miała okazję przetestować te produkty!

foto: @brudnerece
Czytaj dalej...

14 listopada 2019

Tydzień Zapachów: Acqua di Parma Signature Vaniglia.

W dzisiejszej odsłonie Tygodnia Zapachów zabiorę Cię na spotkanie z oazą słodyczy. Vaniglia matki Acqua di Parma to przepyszny zapach stworzony z miłości do jednego z najbardziej popularnych składników zapachowych - wanilii. Może zastanawiasz się jak to jest możliwe, że coś jeszcze można "wyciągnąć" z wanilii, jest tak powszechna! Często spotykam się z osobami, które nie wiedzą jak pachnie prawdziwa wanilia. Znają dziwny twór dostępny w sklepach, który ocieka tanią i wulgarną słodyczą. Do bólu przesłodzony, zupełnie nie mający nic wspólnego z Vanilla.

Acqua di Parma przypomina nam cudownie rozleniwiającą wanilię i w swoje kompozycji łączy ją z kalabryjską bergamotką, mandarynką, heliotropem, neroli, a także jaśminem wielkolistnym, cedrem oraz piżmem. Słodka esencja wanilii jest pobierana z jej łodyg, a w połączeniu z wyżej wymienionymi ingrediencjami staje się niepowtarzalnie przyjemnym aromatem. Wanilia w zapachach jest bardzo znana, ale jej prawdziwe oblicze jest tak często przekłamywane!

Piękny, minimalistyczny flakon w kolorze czarnym - bardzo elegancki i prosty, ciężki. Ciepła, lgnąca do skóry kompozycja otula i wprowadza w baaaardzo przyjemny nastrój. To jest idealnie jesienny zapach, powodujący uśmiech i chęć stworzenia sobie wieczornego rytuału w postaci książki, ciepłego koca i lampki wina. Vaniglia to zapach, któremu nie można nic zarzucić - sięgając po niego mniej więcej wiemy, czego możemy się spodziewać. Ma być słodko i tak właśnie jest. Nie jest to natomiast słodycz, która męczy, przytłacza, powoduje ból głowy czy opcję ucieczki (a uwierzcie, że są perfumy od których uciekam bardzo, bardzo szybko!). Marka Acqua di Parma jest dostępna w Polsce na wyłączność w perfumeriach Sephora, stacjonarnie znajdziesz ją w największych Sephorach w kraju.

Tydzień Zapachów to siedem artykułów o kompozycjach, które szczególnie zapadły mi w...nos. Mogłaś poczytać już o:
- Etat Libre d'Orange, Spice Must Flow + 500 Years
- Le Couvent des Minimes, Tinharé

Czytaj dalej...

12 listopada 2019

Jesienna pielęgnacja twarzy z Phlov by Anna Lewandowska.

Kilka dni temu zrobiłam na moim koncie instagramowym agatamanosa ankietę w której poprosiłam o opisanie oczekiwań skóry odnośnie jesiennej pielęgnacji. Odpowiedzi było mnóstwo, wszystkie przeczytałam i podsumowałam. Okazuje się, że każda z nas oczekuje od pielęgnacji podobnych efektów: nawilżenia, jędrności, gładkości. Chcemy, aby nasza cera była świetlista, zdrowa i zadbana. Wspólnie z marką Phlov by Anna Lewandowska przedstawimy nasze sprawdzone tipy na właśnie taką skórę! Od jakiegoś czasu testuję produkty marki, miałam okazję poznać je jeszcze przed oficjalną premierą i już wiem czego możesz się spodziewać kupując swoją buteleczkę.

Na blogu Phlov możesz znaleźć obszerny i bardzo ciekawy materiał o jesiennej pielęgnacji: Jesienna pielęgnacja - o co zadbać? Zawarte są w nim również informacje o kosmetykach Phlov dostosowanych do potrzeb skóry. Ja testuję trzy z nich: Symbiotyczną Piankę Oczyszczająca Absolute Pure(ness), Żel do mycia twarzy z technologią mikropiany Clean’em All (jest świetny! bardzo go lubię!) oraz Mikrozłuszczającą Esencję nocną Overnight Beauty Trick, która łączy w sobie zalety nawilżającego serum i złuszczającego toniku. Niedługo będę mogła podzielić się swoimi wrażeniami z testowania oraz ... sprawić Wam dużą niespodziankę!

Kosmetyki Anny Lewandowskiej są wegańskie, naturalne i cruelty-free, a wszystkie opakowania powstały z surowców nadających się do recyklingu. Phlov by Anna Lewandowska to produkty wielozadaniowe kompleksowo dbające o potrzeby skóry. Jakość, skuteczność i bezpieczeństwo używanych przez Phlov surowców potwierdzają badania kliniczne. Stay tuned dziewczyny, więcej niebawem!

Czytaj dalej...

Tydzień Zapachów: Le Couvent des Minimes, Tinharé.

Podróż do Grasse

O francuskiej marce Le Couvent des Minimes pisałam na blogu jakiś czas temu, przypominam ten wpis tutaj - dla tych z Was, które być może go przeoczyły. Te zapachy to zupełna nowość na polskim rynku. Rozkoszne francuskie ogrody zamknięte w szklanej butelce zawierające do 98 proc. składników pochodzenia naturalnego i w stu procentach będące wegańskimi. Marka nie jest nowa, ale w 2018 roku dostała nowe życie. Le Couvent des Minimes to Klasztor Minimitów – Braci Najmniejszych (wegan!)założony w 1614 roku na południu Francji, w Mane, w regionie Haute-Provence. W tej chwili znajduje się tam hotel i luksusowe spa (marzenie, aby tam się znaleźć!). Jak się domyślacie otoczenie klasztoru to bezkres pięknie pachnących roślin, które stały się inspiracją do stworzenia zapachów. Zabieram Was w podróż dookoła świata!

Linia Remarquable

To najnowsza linia Le Couvent des Minimes na którą składają się trzy nowe zapachy: Tinharé, Kythnos, Palmarola. Łącznie w linii znajdziesz osiem zapachów, które inspirowane są różnymi wyspami. Dzisiaj opowiem o Tinharé, które wybrałam dla siebie, ale... no właśnie czy naprawdę stworzyliśmy idealny duet? Tinharé to brazylijska wyspa, gdzie czas płynie wolniej, a zapach słodkich roślin niemal stoi w miejscu.

Tinharé

Słodycz soczystej czerwonej mandarynki ustępuje delikatnemu i kobiecemu, waniliowemu sercu. Zmysłowy i uzależniający, nieco ciężki. W pierwszej chwili sprawił, że oszalałam na jego punkcie i nie mogłam przestać o nim myśleć. Wyjątkowy, zagadkowy, nietuzinkowy, ciepły, przyciągający. Niestety po kilkakrotnej aplikacji na skórę nie miałam złudzeń - nie stworzymy w tej chwili związku. Podkreślam, że w tej chwili bo gusta zapachowe zmieniają się podobnie jak nasz organizm. Co się stało? Drzewna wanilia zaczęła mi ciążyć pomimo początkowej miłości. Jej duszność aktualnie jest dla mnie nie do przejścia, ale na skórze mojej przyjaciółki jest przepiękna! Sprawdzałam nadgarstki, śledziłam zmianę na ciele - najpierw odurzające ciepło, następnie minimalne znużenie i ospałość, na koniec ziołowy akcent. Ta wyjątkowa kompozycja została opracowana zgodnie z tradycjami francuskiej Haute Parfumerie, przy użyciu wyłącznie najlepszych cennych składników pierwotnych inspirowanych podróżami botanika Louisa Feuillée. Ja grzecznie zostanę chwilowo przy moich Porto Bello (link do recenzji), a do Tinharé wrócę za jakiś czas.

Tydzień Zapachów to siedem artykułów o kompozycjach, które szczególnie zapadły mi w...nos. Mogłaś poczytać już o:
- Etat Libre d'Orange, Spice Must Flow + 500 Years

Czytaj dalej...

11 listopada 2019

Tydzień Zapachów: Etat Libre d'Orange Spice Must Flow, 500 Years.

Hell yeahh! Kolejny Tydzień Zapachów przed nami! Chcę Ci opowiedzieć o tylu pięknych zapachach, o nowościach, wyjątkowych kompozycjach, które być może i mam nadzieję, że wprawią w zaskoczenie. Przygotowałam kilka recenzji i mam nadzieję, że będziecie przez ten tydzień ze mną! Przystanek numer jeden to Francja i marka Etat Libre d'Orange, która stworzyła ostatnio kilka nowych zapachów, a ja dzisiaj opowiem o dwóch.

Zwróć uwagę na flakony, do tej pory Etat Libre d'Oranger kreowało proste, minimalistyczne opakowania - wszystkie były takie same. Tym razem bryła pozostaje niezmieniona, a dodatkiem są piękne aplikacje. Spice Must Flow to hołd dla kultu kupiectwa. Z niego wyewoluowało to, co najpiękniejsze - wymiana między braćmi i siostrami. Przyprawy, jedwabie, mistycyzm, wspomnienie niezwykłych ludzi, którzy byli posłańcami. Taki właśnie ma być Spice Must Flow - posłańcem światła walczącym z ciemnością i ignorancją.

Kompozycja stworzona z przepysznych składników zapachowych, łączy w sobie mistyczne nuty kardamonu, imbiru, róży tureckiej i kadzidła. Ideał jesienny, zimowy, doskonale połączy się z ciepłym ciałem, rozgrzanym przez swetry, szaliki, golfy. Absolutnie przyjemny, otulający, z wyczuwalną pikanterią imbiru i kardamonu, lekką dusznością kadzidła i wytrawnością tureckiej róży. Gładko układa się na skórze, momentami wyczuwalna jest rześkość, która sprawia, że kompozycja nie jest przytłaczająca. Obydwie kompozycje są według mnie bardzo ciekawe, wyróżniają się zarówno flakonami jak i składnikami.

A co z 500 Years? Etat Libre d'Orange oddaje hołd ludzkości we wszystkich jej formach, o ile ta stara się wnosić swój wkład w Perspektywę - renesansową koncepcję trzech wymiarów w sztuce, która pozwoliła na stworzenie bardziej realistycznych i głębszych przekazów. Tę perspektywę można interpretować jako wykraczającą poza ramy obrazu.

500 Years podobnie jak Spice Must Flow opowiada historię. Pięćset lat temu kupcy skonfrontowali się z dwoma cenionymi zakonami: Czerwonym (kapłanami) i Czarnym (żołnierzami). Stworzyli trzecią ścieżkę, oczyszczoną z nakazów, do rozprzestrzeniania w świecie Sztuki i Perfum. Etat Libre d’Orange oddaje cześć synom i córkom Renesansu, oferując szlak sojuszu dla ich skóry. Pomyślmy o Lucyferze - z łaciny Lux (światło) i Ferre (trzymać) - niosącym światło, niczym Wenus, gdy pojawia się jako Gwiazda Zaranna. Pół tysiąclecia na własnej skórze, a na niej majestatyczne wspomnienie róży, moc przypraw i poczucie czegoś cennego. To historia ludzkości zamknięta w perfumach. W tej historii znajdziesz kardamon, różę turecką, szafran, kakao, oud, drzewo bursztynowe i bergamotę. 500 Years są cieplejsze, słodsze niż Spice Must Flow. Natomiast dokładnie tak samo gładko lgną do skóry i pozostają kilka milimetrów nad nią, otulone ciepłem.

Nie wybiorę jednego zapachu. Noszę je razem, łączę albo rozdzielam na nadgarstki. Jest jeszcze coś, trzeci element - zapach Experimentum Crucis, który mam nadzieję, że niebawem poznam. Tym razem do dyspozycji mamy tylko jedną pojemność - 100 ml i dostępność w niszowych perfumeriach. Uważam, że te zapachy są jednymi z ciekawszych premier tego roku. Podobnie jak również tegoroczna nowość marki - She Was An Anomaly (dostępna w Sephora) - "Te perfumy to wynik czegoś zupełnie nieoczekiwanego Bawiłam się z Carto (narzędzie sztucznej inteligencji) powierzając mu ukochane i znane materie. Carto zasugerował przedawkowanie dwóch składników, a ja zajęłam się resztą"- Daniela Andrier kreatorka perfum. Wzbudzające ciekawość, prawda?

Jeśli będziecie miały/mieli możliwość poznajcie nowe zapachy Etat Libre d'Orange i dajcie znać, co o nich myślicie! Jestem bardzo ciekawa!

Czytaj dalej...

6 listopada 2019

Chanel Rouge Allure Ink Fusion.

Lekkie jak piórko, komfortowe, w nasyconych kolorach i długotrwałe - brzmi jak ideał pomadki? Przed Tobą udoskonalone szminki od Chanel, Rouge Allure Ink Fusion!

Matowe pomadki Rouge Allure Ink Fusion, które marka Chanel po raz pierwszy wprowadziła do sprzedaży w 2016 roku, miały przypominać atrament. Zostawiać na ustach trwały ślad, podkreślać kolor, a także zapewniać głębię koloru. W założeniu, które oczywiście się sprawdziło - nie wysuszać warg i być trwałe. Najnowsza linia, która dosłownie chwilę temu miała premierę otrzymujemy udoskonaloną formułę i dopracowaną paletę kolorów.

Myśląc o matowych pomadkach możesz mieć przed oczami wysuszające formuły, które zamieniają się w mało estetyczną skorupkę. W przypadku tych pomadek nie ma takiej możliwości, są na tyle kremowe, że pięknie stapiają się z ustami. Szminki posiadają także nowy aplikator – delikatnie wygięty i zakończony ostrzejszym niż w poprzedniej wersji noskiem. Zapewnia dzięki bardziej precyzyjną aplikację i równomierne krycie kolorów, aplikacja staje się ultra łatwa i przyjemna. A kolory? Jest ich aż dwanaście, począwszy od delikatnych, poprzez neutralne, a kończąc na najbardziej odważnych i w tych odważnych umieszczam fiolet w którym się zakochałam!

Co w składzie? Niezwykle delikatna, topniejąca i gładko rozprowadzająca się konsystencja, którą pomadka zawdzięcza wodoodpornej formule skomponowanej z naturalnych składników, lotnych rozpuszczalników (efekt drugiej skóry), nielotnych olejków (komfort), intensywnie skoncentrowanych drobnych pigmentów (nasycone kolory), polimerów (optymalna trwałość) oraz mikrokuleczek krzemionki (matowe wykończenie). Jeśli marzycie o szmince, która będzie z Wami przez długie godziny to Rouge Allure Ink Fusion jest zdecydowanie dobrym pomysłem.

Aktualnie w perfumeriach znajdziecie gamę 12 matowych odcieni Rouge Allure Ink Fusion oraz 12 odcieni Rouge Allure Ink, tutaj są zarówno pomadki o wykończeniu matowym jak i metalicznym. Na zdjęciach poniżej możesz zobaczyć mnie w dwóch wersjach, wybrałam fiolet Rouge Allure Ink, 212 Metallic Purple i uważam, że jest przepiękny i jedyny w swoim rodzaju! Z Rouge Allure Ink Fusion natomiast 804 Mauve Nude, dla mnie to drzewko różane z kropelką beżu - świetnie sprawdzi się w codziennym makijażu, wygląda przepięknie na ustach!

W której wersji bardziej Ci się podobam? Klasycznie i nude czy bardziej odważnie w fioletach? Daj znać!

Czytaj dalej...

AMNMAG 10/19

Robi mi się słabo, gdy widzę dookoła jesienne gadżety: białe dynie, cały arsenał świec, poduszki o splocie grubości mojego uda i zachwyt nad jesienią. Wstaję rano, na dworze jest zimno, mokro, nieprzyjemnie, brudno i ciemno. Znajdźmy pięć różnic! Kocham jesień, ale tylko ciepłą, kolorową i pachnącą dymnie. Uwielbiam zmianę zapachów - z letnich i lekkich przechodzę na cięższe, aromatyczne, czasami kadzidlane. Częściej sięgam po brązowe cienie do powiek i czerwone pomadki do ust. W końcu mogę chodzić w grubaśnych rajstopach! No i najważniejsze - zaczyna się odliczanie do Mikołajek i świąt. Już jestem w trybie tworzenia kalendarza adwentowego dla dziewczynek. Uwielbiam ten okres w roku. Zobacz na okładkę! Na niej Marta stworzyła piękną, aromatyczną, kolorową jesień - w tym miesiącu jest nią Lena. Ja dołożyłam odrobinę makijażu - rozświetloną, bardzo naturalną skórę, wyczesane brwi i oranżowe usta.

- Agata Herbut


Czytaj dalej...

3 listopada 2019

Top 13 najlepszych Kalendarzy Adwentowych!

Dziewczyny, to już ten czas! Wybieranie prezentów dla bliskich to jedna z najlepszych rzeczy pod słońcem, nie ma nic przyjemniejszego niż oglądać czyjąś radość. Oczywiście nasza radość też jest ważna zatem kupienie sobie Kalendarza Adwentowego jest zupełnie naturalne i właściwie. Mój przewodnik po kalendarzach obejmuje dość spory zakres cenowy, część z nich jest tutaj, aby do nich przez sekundę powzdychać. Te najdroższe pojawią się w Polsce w ograniczonej ilości, jeśli masz na nie ochotę niestety trzeba będzie polować i zamawiać. To co, zaczynamy?

1.Charlotte Tilbury, Gliterring Galaxy of Makeup Magic

Uwielbiam markę Charlotte Tilbury zatem ten kalendarz musiał się znaleźć w zestawieniu. Wygląda pięknie i zawiera dwanaście produktów, w tym cztery pełnowymiarowe: trzy pomadki i cień do powiek. W szufladkach ukrywa się zarówno pielęgnacja jak i kolorówka. Do kupienia tutaj.

2. Diptyque

Marzenie! Dwadzieścia pięć małych przyjemności: pachnące świeczki w różnych wersjach zapachowych, wody toaletowe, wody perfumowane oraz produkty pielęgnacyjne. Do kupienia tutaj.

3. Jo Malone

Kolejny bardzo luksusowy kalendarz zawierający dwadzieścia cztery zapachowe niespodzianki, pośród których odnajdziesz wody kolońskie, miniaturki produktów do kąpieli i pielęgnacji ciała, świeczki zapachowe. Do kupienia tutaj.



4. Decléor, Infinite Surprises

Uwielbiam francuską markę Decléor, a tegoroczny kalendarz adwentowy zawiera kilka produktów pełnowymiarowych: krem pod oczy, krem do rąk, kilka kosmetyków w wersjach podróżnych. Pozostałe to miniaturki, cenowo nie jest zbyt zachęcająco - uważam, że kalendarz powinien kosztować conajmniej 100 zł mniej. Do kupienia tutaj.

5. Delia Cosmetics

Kalendarz polskiej marki, stworzony po raz pierwszy! Zawiera dwadzieścia cztery produkty o różnej wartości rynkowej, z kategorii makijaż i pielęgnacja. Bardzo przyjemny dla oka, minimalistyczny i w przyjemnej cenie.

6. NYX, Sugar Trip

W tym roku Nyx również nie zawodzi! W kolorowym kalendarzu znajdziesz ukryte pomadki z kolekcji Soft matte Lip Cream oraz Butter Gloss, aksamitne cienie do powiek, oraz doskonale dobrane rozświetlacze i róże. 10 produktów do rozświetlenia i podkreślenia koloru cery oraz 14 kolorowych pomadek w praktycznym formacie. Do kupienia tutaj.



7. Rituals, Advent Exclusive

Bardzo lubię markę Rituals i uważam, że ten kalendarz jest jednym z najlepszych propozycji tego roku! Zawiera miks naprawdę przyjemnych produktów do pielęgnacji ciała i twarzy. Bardzo chętnie widziałabym go u siebie na półce, wygląda przepięknie! Do kupienia tutaj.

8. Yves Rocher

Połączenie produktów pielęgnacyjnych, do makijażu, zapachów i pachnących przyjemności w atrakcyjnej cenie. Wizualnie bardzo przyjemny, ja już go mam i czekam na pierwszy dzień grudnia! Do kupienia tutaj.

9. Clinique

Co roku propozycja marki Clinique cechuje się naprawdę dobrze dobranymi produktami w kalendarzu. W tym roku nic się nie zmieniło: pielęgnacja, akcesoria, kolorówka oraz zapachy. Wszystko w bardzo ładnym wizualnie opakowaniu. Warto polować na promocję bo już się zdarzały! Do kupienia na przykład tutaj.



10. Christian Dior

W Polsce będzie dostępny jedynie w kilku egzemplarzach, w salonie Dior w warszawskiej Galerii Mokotów. Jeden z najpiękniejszych kalendarzy tego roku! Wyjątkowe zdobienia i kusząca zawartość. Lakiery do paznokci, zapachy, makijaż, pielęgnacja - wszystko w przepięknych, biało - złotym opakowaniu.

11. Giorgio Armani

Czerwień i złoto w połączeniu z najlepszymi kosmetykami równa się udane święta! Zawiera kilka pełnowymiarowych produktów jak i miniaturek z kategorii zapach, pielęgnacja, makijaż. Kalendarz będzie dostępny w perfumeriach Douglas online.



12. MAC Cosmetics

Pełnowymiarowe pomadki, cienie do powiek, pigmenty, tusze do rzęs, eyeliner, sztuczne rzęsy, miniatury pielęgnacji oraz produktów do makijażu. Bardzo przyjemny dla oka kalendarz w kształcie gwiazdy, w Polsce będzie dostępny już niedługo!

13. Origins, Advent Calendar Xmas

Pielęgnacja jest najważniejsza, prawda? Ten kalendarz zawiera rozwiązanie każdego problemu, z którym się boryka skóra: ogranicza zaczerwienienie, zwalcza oznaki starzenia się skóry, zwiększa poziom nawilżenia, oczyszcza i odświeża, usuwa toksyny nagromadzone podczas urlopu, zmiękcza skórę na rękach, nogach i dłoniach. Co więcej, każdy produkt występuje w poręcznym, idealnym na podróż rozmiarze. Dostępny tutaj.



Uf, przebrnęłyśmy! Który z kalendarzy chciałabyś mieć u siebie? Dla mnie każdy z nich jest wyjątkowy i chętnie otwierałabym je codziennie wszystkie. Jeśli chodzi o cenę - wierzę, że warto poczekać do początku grudnia i kupić je na wyprzedaży lub w promocji. W poprzednich latach miałam kalendarzy Yves Rocher, Clinique, L'occitane oraz Rituals i byłam bardzo zadowolona, codzienne otwieranie okienek razem z moimi dziewczynami było mega przyjemne!

Czytaj dalej...