20 sierpnia 2019

Chanel, Noir et Blanc de Chanel. Kolekcja makijażu jesień/zima 2019.

Prostota jest kluczem do elegancji. Doskonale zapamiętałam słowa Coco Chanel i staram się chociaż trochę kierować nimi w życiu. Oczywiście tu i ówdzie trafi się brokat czy jego kilogram, ale całość nadal jest minimalistyczna. Najnowsza kolekcja makijażu marki Chanel nawiązuje do bieli oraz czerni. Noir Et Blanc de Chanel jest prosta, spójna, głęboka. Jest idealna.

"Czerń i biel to kolory, które najbardziej kojarzą mi się z Gabrielle Chanel; czas, w którym żyła, moc, jaką nadała tym kolorom, sposób, w jaki wyglądały w jej życiu. Czerń i biel były w jej otoczeniu, we wnętrzach, w architekturze Paryża, a także w symbolice jej życia." - opowiada Lucia Pica i kontynuuje "W tej kolekcji jest idea ekstremalnej fantazji, a także rzeczywistości, czegoś bardzo stylizowanego lub nakreślonego przy jednoczesnym uwzględnieniu codzienności. Tekstura jest namacalna; jest tak realna, że staje się częścią twojej skóry. Jednocześnie blask unosi się nad nią, stając się niemal aurą, rodzajem glamour widocznego w filmach - w Le Gel Pailetté chodzi bardzo o to."


Twarzą kolekcji została aktorka Kristen Stewart, która tym razem eksponuje bardzo wyraziste usta (lata dwudzieste!), błyszczące cienie do powiek, a także mocną kreskę na powiece. Zacznijmy jednak od cery. Nowością w kolekcji jest Le Gel Pailetté, przejrzysty, mieniący się żel, który wtapia się w skórę i zdobi ją migoczącym woalem. Można go nakładać na twarz i dekolt, aby je rozświetlać. Następnie oczy! Le Volume Ultra Noir de Chanel to maskara w intensywnie czarnym kolorze uwydatniająca rzęsy i podkreślająca je. Pięknie zagęszcza i pogrubia włoski. Biel i czerń są najbardziej zdecydowane w wodoodpornej kredce do oczu Stylo Yeux Waterptoof: biały odcień Blanc Graphique rozświetli oko, stanowiąc idealny kontrast dla głębokiej czerni Noir Intense.

Paleta cieni do powiek Les 4 Ombres została odnowiona i ożywiła sezon. W palecie Noir Suprême głębokie brązy przywołują znane przed laty czarno-białe fotografie, aksamitne, ciepłe i uwodzicielskie. Z kolei Modern Glamour to przede wszystkim błyszczące, kontrastowe odcienie srebra, satynowej szarości, a także intensywna czerń. Ombre Premiére Top Coat to dwa cienie, które można aplikować na inny produkt. Pénombre jest czernią ze złotymi refleksami, a Carte Blanche to biel ze srebrnym blaskiem.

Przejdźmy do ust. Rouge Coco Gloss w głębokim wiśniowym odcieniu Laque Noire, natomiast Crystal Clear dla odmiany to transparentny, subtelny blask. W nowej kolekcji znalazło się także miejsce dla moich ukochanych pomadek Rouge Allure Liquid Powder! Bois de Nuit czyli jasny i ciepły palisander, a Timeless jasny, nieco miodowy beż. To nie wszystko! Rouge Allure Velvet Extréme przedstawia swoje dwie nowe odsłony, Rose Nocturne - głęboka róża oraz Rouge Obscur czyli najpiękniejszy odcień czerwonego wina.

Ostatni rozdział jesienno - zimowej kolekcji to paznokcie. Nie ma niespodzianek: biel i czerń. A może właśnie brak niespodzianek jest największą niespodzianką? Le Vernis w odcieniu Pure Black jest smolistą, głęboką czernią. Pure White świetnie kryjącą, piękną bielą. Wybór jest trudny, bo uwielbiam obydwa!

Ulubione produkty z kolekcji? Lakiery do paznokci, glitterowe cienie, błyszczyk, a także żel do ciała z drobinkami. Ta jesień będzie pełna blasku. Obiecuję Wam!

Czytaj dalej...

16 sierpnia 2019

Bottega Veneta Illusione.

Według mnie jedyną właściwą opcją do poznania dwóch nowych zapachów Bottega Veneta powinien być wyjazd piaszczyste włoskie plaże. Krajobraz skąpany w słońcu, kieliszek zimnego wina, gorąca skóra, przesuszony piasek pod stopami. Tak właśnie możesz zwizualizować Illusione, dodałabym jeszcze do tego odrobinę lenistwa.

Bottega Veneta to dom mody ceniony za innowacyjne krawiectwo, dyskretny urok, zaskakujący styl, najwyższą jakość. Stworzona została przez włoski duet Michele Taddei i Renzo Zengiaro w 1966 roku w Vicenzie, w regionie Wenecji Euganejskiej. Bottega Veneta stawia na indywidualizm i podkreślenie własnego ja, co doskonale ilustruje motto „When your own initials are enough”. O mojej miłości do poprzednich zapachów BV mogłyście czytać już wiele razy. Dzisiaj opowiem o dwóch zapachach Illusione, dla kobiet i mężczyzn.

Illusione dla niej to szklany flakon w odcieniach czerwieni, pomarańczy i brązu. Ciężki, masywny, minimalistyczny. Delikatny, mgliście zabarwiony flakon łączy w sobie architekturę sześcianu z pięknym, organicznym elementem kropli wody u podstawy. Wewnątrz natomiast cała kompania lekkich i świeżych nut. Kompozycja kwiatowo-roślinno-drzewna. Aromatyczne nuty bergamotki i czarnej porzeczki, podkreślone kwiatami pomarańczy, odświeżone są przez zielone liście figowe. Ekspresję zmysłowości dopełniają esencje drzewa oliwnego i bobu tonka. Pierwsze wrażenie może zmylić i nie ukazać zapachu w pełnej krasie. Warto przeznaczyć odrobinę więcej czasu na zapoznanie się z Illusione. Warto, ponieważ po kilkudziesięciu minutach stają się nieco mleczne, pysznie układają się na skórze. Ciepłe, bardzo przyjemne, pasują do każdej okazji. Są zupełnie inne niż moje Eau de Velours.


Illusione dla niego to flakon w odcieniach słomkowego żółtego i brązów. Noszę na sobie tak samo chętnie jak wersję kobiecą. Kompozycja drzewno-cytrusowo-aromatyczna, łącząca w sobie musujące kolory włoskich cytrusów z esencjami cytryny i gorzkiej pomarańczy. Świeży, balsamiczny zapach z jodłą balsamiczną i drewnem białego cedru. Doskonała kompozycja wzbogacona intensywnymi nutami wetiweru i zmysłowym bobem tonka. Bardzo orzeźwiający i dyskretny, nieco ziołowy. Jest jeszcze jedna możliwość, możesz łączyć te dwie wersje ze sobą i stworzyć zupełnie nowy zapach. Ja właśnie tak robię!

Jestem bardzo ciekawa Waszych letnich, zapachowych wyborów! Daj znać czym pachniesz latem!

Czytaj dalej...

14 sierpnia 2019

Miejsca: NABE Spa, hotel Nosalowy Dwór w Zakopanem.

Miejsce w którym czas płynie wolniej, a wszystkie zmysły odpoczywają? Znalazłam je w Zakopanem, u podnóży gór, w otulinie lasów i odrobiny miejskiego zgiełku. NABE Spa, bo właśnie o nim będę dzisiaj opowiadała odnajdziecie w hotelu Nosalowy Dwór. Jego powstanie zostało zainspirowane przez energię żywiołów tatrzańskiej przyrody. Autorskie procedury, naturalne aromaty i regionalne akcesoria (masaż góralskimi koralami!) powoduje, że czas tam spędzony jest naprawdę wyjątkowy.


Czytaj dalej...

13 sierpnia 2019

Jakie kosmetyki warto kupować za granicą, a które pominąć?

Na tak postawione pytanie moja odpowiedź powinna być twierdząca, przyczyna jest prosta: kocham kosmetyki. Biorąc jednak pod uwagę moje doświadczenie, nie jestem w stu procentach pewna czy warto "łykać" wszystkie nowinki kosmetyczne i podążać za trendami, które nie są dostępne u nas. Od jakiegoś czasu możemy rozkoszować się dostępnością wielu marek o których mogłyśmy jedynie pomarzyć lub ...poprosić o dostawę znajomych zza granicy. Wszystko się zmieniło odkąd Sephora i Douglas weszły na nowy poziom i postanowiły prześcigać się we wprowadzaniu nowości. W ciągu roku trafiły do nas dziesiątki nowych rewelacyjnych marek, ale nadal są takie o których słyszałyśmy, chciałybyśmy wypróbować, ale ciężko z dostępnością. Dzisiejszy post będzie właśnie o tym - czy warto zawracać sobie głowę zdobywaniem kosmetyków zza granicy?

ZA

Swojego czasu robiłam to często! Gdy tylko usłyszałam, że ktoś leci do Stanów spisywałam listy moich must have. W międzyczasie część z tych marek pojawiła się u nas jak np. Kat von D czy Fenty Beauty, ale jestem pewna, że gdyby tak się nie stało - sprowadzałabym je nadal. Naprawdę świetne produkty w dobrej cenie, szczególnie upodobałam sobie eyeliner Kat von D i moim zdaniem nie ma lepszego. Podobnie myślę o podkładzie Fenty - na mojej suchej skórze wygląda świetnie, stosuję go na większe wyjścia. Jestem przekonana, że każda z was, która posiada tłustą/mieszaną cerę powinna go wypróbować! Zdecydowanie jest to tańszy i lepszy zamiennik Double Wear. Z produktów niedostępnych u nas szaleję za świeżymi maseczkami Lush (pisałam o nich tutaj: Lush. Ulubione maseczki do twarzy). Sprawdziłam na sobie już dziesiątki maseczek, ale Ocean Salt, Mask of Magnaminty czy Angels on Bare Skin nie mają sobie równych.

Herbivore Botanicals kupicie m.in. w USA, Kanadzie, Australii, Tajlandii, Omanie, Norwegii, Belgii, Francji, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Szwajcarii, Japonii, Singapurze, na Islandii oraz w Niemczech i Portoryko. Ja dostałam te produkty od kuzynki mojego Tomka. Wiele składników, które znajdziemy w ich produktach pochodzi z hawajskiej wyspy Kauai. Są naprawdę w porządku i warto zwrócić na nie uwagę podczas wyjazdu do któregoś w wymienionych miejsc. Sprowadzam doskonałą kolorówkę Charlotte Tilbury, która według przecieków powinna niebawem być i u nas. Kosmetyki Charlotte charakteryzuje bardzo wysoka jakość i jeśli miałabym je porównać do innej marki, byłby to Tom Ford Beauty aczkolwiek Tom jest droższy. Co więcej? Mydło do brwi, ujarzmiające i wyczesujące brwi w naturalny sposób - w Polsce nie ma więc sprowadziłam. Tonik Witch Hazel marki Thayers z dodatkiem aloesu, czytałam o nim świetne recenzje i jak do tej pory sprawdza się u mnie naprawdę dobrze. I na koniec top of the top czyli pędzle Wayne Goss'a. Nie ma ich w Polsce i nie będzie więc jedyną opcją jest zamówienie online - ja robię to rzadko bo staram się ograniczyć zakupy dokonywane w ten sposób. Odkładam więc pieniądze i zamawiam od razu kilka rzeczy, wiem, że szybko kolejny raz tego nie zrobię.

PRZECIW

Główne "przeciw" to ochrona środowiska. Kupując nielokalnie przyczyniasz się w pewien sposób do większego zanieczyszczenia: długi transport drogą lądową, morską, powietrzną - podobnie jest z żywnością czy ubraniami. Podjęłam decyzję, że kosmetyki zza granicy będę nabywała tylko przy okazji, nie będę ich specjalnie zamawiała. Punkt dwa - nie wiadomo w jaki sposób kosmetyki trafiły do Ciebie - czy były odpowiednio przechowywane, zapakowane, nie były narażone na wysoką temperaturę lub bardzo niską. Idźmy dalej. Istnieją sytuacje w których popularność marki jest sztucznie nakręcona, a ich kosmetyki to nic szczególnego pod względem jakości. Taką właśnie relację love/hate mam z marką Drunk Elephant. Kosmetyki są w porządku, podobają mi się na maksa wymienne opakowania, ale z drugiej strony na naszym rynku też jest dużo podobnych lub lepszych - są na wyciągnięcie ręki i są tańsze. Mam świadomość tego, że to czego nie mamy jest niezwykle kuszące i mi samej czasami nie udaje się przed tym uciec. Wiem jedno, że warto się rozglądać, być dociekliwą, zastanowić się dwa razy i dopiero wtedy podjąć decyzję.


Jedyne podsumowanie, jakie ciśnie mi się na klawiaturę to: tylko rozsądek nas uratuje. Dajcie znać czy macie jakieś ulubione marki, które mimo wszystko sprowadzacie zza granicy bo nie znalazłyście na lokalnym rynku odpowiednika?

Czytaj dalej...

AMNMAG 07/19.

Połowa wakacji za nami, a właściwie to zostało ich niecałe trzy tygodnie. Słońce, las, woda, nicnierobienie - w tym roku udało mi się osiągnąć to wszystko w towarzystwie moich córek. Problem w tym, że nadal mi mało. Brakuje mi tych chwil, gdy nie muszę myśleć, że coś powinnam zrobić, coś należy wykonać, z czymś się zmierzyć i postawić sobie kolejny cel. Zamiast wyzwań wybieram bose nogi na trawie, letni deszcz (ostatnio przez trzy dni pod rząd, całą rodziną byliśmy mokrzy do majtasów!), lody, zjadanie malin z palców. I wspomnienia. Może z wiekiem robię się coraz bardziej domatorką? Nie wiem, ale podoba mi się to, że mam wpływ na wspomnienia moich dzieci i zrobię wszystko, żeby miały co wspominać z uśmiechem na twarzy ♥ Plan jest taki, żeby jeszcze zatrzymać się na kilka sierpniowych dni i złapać trochę słońca w dłonie! Tego też życzę i Wam, dziewczyny!

- Agata Herbut


Czytaj dalej...

1 sierpnia 2019

Must Have: sierpień'19.

Od jakiegoś czasu nastąpił przestój w postach must have, ale wracam i nadrabiam! Sierpniowe chciejstwa są minimalistyczne, funkcjonalne i ponadczasowe, jak np. sukienka z printem czy ręcznie wykonywana biżuteria. Kosmetycznie wybrałam kilka świetnych produktów, również polskich marek, które zawierają w sobie mnóstwo dobroci dla skóry i ciała. Zainspirujcie się!

1. Intimissimi, biustonosz
Piękny, zdobiony biustonosz Autumn Bouquet Tiziana. Posiada lekko usztywnione, trójkątne miseczki Tiziana z fiszbinami. Obwód pod biustem z kwiecistej koronki, miseczki w haftowane kwiaty. Regulowane ramiączka z satyny i zapięcie z tyłu.

2. Alba1913, Bioaktywna odżywka do paznokci
Bioaktywna Odżywka do Paznokci, która wyraźnie wzmacnia paznokcie po każdym zastosowaniu. Olejki eteryczne oregano, drzewa herbacianego i słodkiej pomarańczy wspomagają ochronę przed działaniem szkodliwych czynników, stymulując widoczną odbudowę i wygładzenie płytki paznokciowej. Ze względu na naturalny skład kosmetyk pachnie ziołowo, jego konsystencja przypomina gęste serum, a usunięcie nie wymaga zastosowania chemicznych zmywaczy. Alba1913 to polska marka, która tworzy naprawdę dobre produkty!

3. &other stories, sukienka
Satynowa, z prostym i efektownnym printem. Idealna na lato, jesienią możesz założyć pod nią t-shirt lub golf.

4. Mokave, naszyjnik
Moje ostatnie odkrycie, polska marka Mokave, której biżuteria to w stu procentach ręczna robota. Efektowny naszyjnik złotym łańcuszku gold filled z zawieszonymi nieregularnymi perłami. Unikat. Każda perła ma nieco inny, nieregularny kształt i rozmiar. To sprawia, że naszyjnik jest tym bardziej wyjątkowy. Długość naszyjnika 50 cm, produkt wykonany ręcznie ze złota gold filled, nie zawiera niklu.

5. Grown Alchemist, Serum detoksykacyjne
Prosto z Australii, nowa marka na polskim rynku oferująca naturalne kosmetyki do pielęgnacji. Lekkie, beztłuszczowe i błyskawicznie wchłaniające się serum zalecane jest do codziennego użytku w celu usunięcia z powierzchni skóry nie tylko tradycyjnie zwalczanych wolnych rodników tlenowych, lecz również wolnych rodników węglowych i azotowych. Efekt? Ze skóry usuwane są wolne rodniki metabolizowane przez organizm w wyniku takich czynników jak dieta oraz stresory środowiskowe takie jak zanieczyszczenie powietrza oraz promienie UVB/UVA.

6. Kat von D, Tatto Liner
Dla mnie najlepszy z najlepszych i świetnie sprawdza się w gorące wręcz upalne wieczory. Nie rozmazuje się, nie ściera, trwa na powiece cały dzień. Poluj na niego podczas promocji w Sephora.

7. Korres, olejek do demakijażu
Zawiera 71,4% naturalnych składników. Delikatny olejek oczyszczający z prawdziwymi płatkami róży, który skutecznie usuwa makijaż i zanieczyszczenia ze skóry. Wzbogacony o olejek z dzikiej róży, stabilizowaną Super Witaminą C oraz olejek z migdałów pozostawia skórę jedwabiście gładką i miękką w dotyku. Olejek nie tylko skutecznie usuwa makijaż oraz zanieczyszczenia środowiska osiadające na skórze, ale również nadmiar sebum. Skóra jest oczyszczona i miękka w dotyku.

8. Byredo, Gypsy Water
Moje marzenie perfumeryjne, podobnie jak kilka innych zapachów Byredo. Piękne wnętrze i piękne, minimalistyczne opakowanie.

9. Yonelle, Trifusion na powieki i pod oczy
Najnowszy produkt z serii Trifusion. Niezwykle silnie skoncentrowane serum dedykowane do pielęgnacji okolicy oczu. Zawiera w swoim składzie unikalne połączenie spilantolu o działaniu silnie liftingującym wraz z heksapeptydem o działaniu zbliżonym do toksyny botulinowej. Serum intensywnie napina skórę skórę, likwiduje drobne linie i zmarszczki. Sprawia, iż skóra wokół oczu staje się gładka, napięta i nawilżona. Po 7 dniach widoczna jest wyraźna poprawa wyglądu zmarszczek mimicznych, a cienie pod oczami stają się mniej widocznie. Przy regularnym stosowaniu widoczne jest uniesienie powieki górnej.

10. Monki, kowbojki
Klasyczne, czarne i ponadczasowe kowbojki. Do zwiewnych sukienek, spódnic. To zdecydowanie mój must have na najbliższy czas bo...nigdy nie miałam kowbojek.

11. Soap Brows
To po prostu mydełko do stylizacji brwi, w składzie ma woski roślinne, które pomagają ujarzmić i wyczesać brwi. Bardzo lubię i polecam, jest mega wydajne!

12. Pandora, bransoletka
I jako ostatni punkt, numer dwanaście należy do minimalistycznej bransoletki Pandora. Dostępna jest w trzech wersjach kolorystycznych, pięknie wygląda na nadgarstku. Aktualnie można do niej dokupić płaskie charmsy.

Spodobało Ci się coś z mojej listy must have?

Czytaj dalej...