30 października 2012

My week, in photos - 14.

Poprzedni tydzień to początek prawdziwej jesieni - nasze spacery skracają się, Jaga wygląda jak kulka opatulona we wszystko, co należy i jest niezbędne. Ja poruszam się coraz wolniej i senniej. Nadal chodzę na treningi, jeżdżę do szkoły (chociaż ostatnia podróż sobotnia sprawiła, że po wylądowaniu w Warszawie popłakałam się ze strachu, a to wszystko przez śnieg, wiatr i deszcz i ciężkie lądowanie), uczymy się z małą nowych rzeczy. Fajnie jest.





1. Jesień, witaj!
2. Przywyczajam się - i nie to nie jest moja porcja żywieniowa - to jej resztki:)
3. Córa.
4. Mamomysz.
5. Abecadło.
6. Basen! Zawsze kończy się płaczem.
7. Świątecznie - Dior.
Czytaj dalej...

19 komentarzy:

  1. Za każdym razem jestem pod wrażeniem Twoich zdjęć :) Ahh te dzieci, największy skarb :)
    Nie płacz, jeszcze w życiu się napłaczesz. Ciesz się !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyglądasz świetnie jako myszka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myszka! świetna!
    głowa do góry, śnieg jeszcze musi poczekać, to był tylko fallstart!
    pozdrawiam,
    Anka

    OdpowiedzUsuń
  4. Basen kończy się płaczem, bo mała nie chce wychodzić z wody? :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny tatuaż ma Twój facet (dobrze myślę?)
    No i rozumiem, że basen jest Wasz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie nie nie basen nie jest nasz- - my mamy wanne :))

      a tatuaz nalezy do mojego faceta, tak:)

      Usuń
  6. nawet mi o ciężkich lądowaniach nie mów, bo zaczynam się bać swojego najbliższego lotu :/ nienawidzę latać w okresie jesienno-zimowym :/

    OdpowiedzUsuń
  7. ja przez 3 dni praktycznie z niuńką nie wychodziłam...dzisiaj wybyłyśmy na 40 min. ja prawie zamarzłam, niunia słodko spała...;)

    OdpowiedzUsuń